Zaraz zwariuję. Wpadnę w furię. Nie mogę...nie teraz! Dasz radę. Robiłaś to już wiele razy! Teraz też ci się uda. Wdech, wydech, wdech ,wydech.
Chodziłam w te i we wte, próbując się opanować. Mój oddech był płytki, a serce szalało jak głupie. Gniew i żądza krwi rozprzestrzeniały się w moim umyśle niczym zaraza. Wirus, który powoduje, że nie jestem sobą. Oprócz snów, są też koszmary... Koszmary, które mieszkają w każdym z nas. Ale mój jest inny. Od potrafi władać moim ciałem, potrafi przejmować nade mną kontrolę. Raz na Ruski rok MUSZĘ zahamować jego pragnienie. To jest minus przekształcania i wnikania do snów. Ale muszę z tym żyć. A czym ten mój koszmar się żywi? Sama nazwa to wskazuje. On posila się strachem innych.
Chciałam to zwalczyć. Ale nie mogłam. W mgnieniu oka ubrałam się i wręcz wystrzeliłam z pokoju w Akademii, korytarzem kierując się do drzwi wyjściowych. Jednak przez moje rozkojarzenie, wpadłam na kogoś. A może ten ktoś na mnie?
Jęknęłam, upadając na ziemię.
- Wybacz.- Powiedział męski głos i podał mi rękę. Przyjęłam pomoc i wstałam, zasłaniając nos.- Pokaż.- dodał po chwili, jednak nic złego się z nim nie stało. Uniosłam wzrok na chłopaka.
- To ja przepraszam. I...nic się nie stało.- Odwróciłam wzrok i jak najprędzej wyszłam z budynku, kierując się do parku. Może to dziwne, bo zazwyczaj nikt tam nie chodzi...A jednak. Na małej ławeczce zauważyłam grupę świetnie bawiących się mężczyzn. Ukryłam się jakieś 5 metrów od nich. Co mam zrobić...? Czego oni mogą się bać?
Przypominając sobie i moim "przyjacielu", po prostu podeszłam. A jak to oni...Zaczęli się zbliżać, z tymi swoimi ohydnymi uśmieszkami. O dziwo, nie wyglądali na więcej niż 19 lat. Rok różnicy...No cóż.
- A co taka panienka robi sama o tak późnej porze?- Spytał jeden z nich, łapiąc mnie za rękę. Z kamienną twarzą się wyrwałam i spojrzałam mu prosto w oczy. Po chwili wystraszony odsunął się ode mnie, z twarzą, jakby zobaczył ducha.
- Kim ty jesteś?!- Wrzasnął. Pragnienie powoli zaczęło ustępować.
drugi z nich, chciał mnie chwycić za szyję. Jednak nie udało mu się to, gdyż zrobiłam unik i kopnęłam go prosto w krocze, a potem w dostał solidny cios w twarz. Zaczął zwijać się z bólu. Z uśmiechem zajęłam się tamtymi dwoma. Znaczy nie ja, a ten...Eh.
XxX
Wróciłam do siebie. Pragnienie już całkiem odeszło. Rozejrzałam się po ciemnym miejscu. Moje pseudo ofiary już pewnie uciekły...Jednak gdy się odwróciłam, niemal nie dostałam zawału. Nagle, tak znikąd przede mną stanął chłopak, który wpadł na mnie w Akademii.
Patrzył na mnie ze zdziwieniem. Jednak był blisko...Za blisko. Cofnęłam się i wbiłam w niego wzrok.
- P..pomóc w czymś? - Zmarszczyłam brwi, udając głupią. Nie wiedziałam, ile tu już stoi. To mnie najbardziej martwiło...
<daniel?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz