- Cześć, ćwoku. Ty dalej w łóżku? – odezwała się wystawiając głowę przez okno .
- Idź do diabła, Camille. –naciągnęłam pomiętą kołdrę na głowę, nie mając ochoty wstawać. –I mogłabyś się wreszcie nauczyć wchodzić przez drzwi. –Camille – moja siostra bliźniaczka, nie wiedzieć czemu, nigdy nie miała zdolności takich jak ja. Ot, była zwykłym człowiekiem. Dlatego, nie często mogła tu przychodzić, nie narażając się na wystawne widowisko z nią w roli głównej, w którym zostaje na siłę wyrzucona za bramę akademii. Chociaż jakby się tak zastanowić to jest świetną manipulantką. Może dlatego jeszcze nikt jej nie wywalił.
-Tak, tak. Może następnym razem. –Mówi wymijająco, jakby nie wiedziała, że i tak tego nie zrobi.
-Wiesz co? –pytam głosem zamyślonej primadonny –Kiedyś Ci coś zrobię.
-Ha! Śmieszne! Najpierw musisz wstać z łóżka.
Wiedząc, że Camille jest u mnie w mieszkaniu chcąc, nie chcąc musiałam wstać. Umyłam się, ubrałam w jeansy z dziurami na kolanach, uczesałam włosy w luźny kok i postanowiłam wyciągnąć moją siostrę na zewnątrz.
Szłyśmy przez dziedziniec główny akademii. Camille opowiadała mi o jakiejś lasce, która ciągle za nią łazi ale nie słuchałam jej. Mój wzrok przyciągnął wysoki brunet idący z panią Hocking do zachodniej części szkoły. Powłóczył nogami podążając za historyczką, która z przejęciem coś tłumaczyła, jednak chłopak wydawał się nie zwracać na nią uwagi. Rozglądał się na prawo i lewo, patrzył na wysokie budynki, jak i pod nogi na wybrukowany dziedziniec. Miałam wrażenie, że przez chwilę na mnie patrzył ale ostatecznie stwierdziłam, że tylko omija mnie wzrokiem, podziwiając piękno i oryginalność budynków Akademii. ‘Pewnie jakiś nowy’ mówię w myślach i wracam do rzeczywistości.
- Idź do diabła, Camille. –naciągnęłam pomiętą kołdrę na głowę, nie mając ochoty wstawać. –I mogłabyś się wreszcie nauczyć wchodzić przez drzwi. –Camille – moja siostra bliźniaczka, nie wiedzieć czemu, nigdy nie miała zdolności takich jak ja. Ot, była zwykłym człowiekiem. Dlatego, nie często mogła tu przychodzić, nie narażając się na wystawne widowisko z nią w roli głównej, w którym zostaje na siłę wyrzucona za bramę akademii. Chociaż jakby się tak zastanowić to jest świetną manipulantką. Może dlatego jeszcze nikt jej nie wywalił.
-Tak, tak. Może następnym razem. –Mówi wymijająco, jakby nie wiedziała, że i tak tego nie zrobi.
-Wiesz co? –pytam głosem zamyślonej primadonny –Kiedyś Ci coś zrobię.
-Ha! Śmieszne! Najpierw musisz wstać z łóżka.
Wiedząc, że Camille jest u mnie w mieszkaniu chcąc, nie chcąc musiałam wstać. Umyłam się, ubrałam w jeansy z dziurami na kolanach, uczesałam włosy w luźny kok i postanowiłam wyciągnąć moją siostrę na zewnątrz.
Szłyśmy przez dziedziniec główny akademii. Camille opowiadała mi o jakiejś lasce, która ciągle za nią łazi ale nie słuchałam jej. Mój wzrok przyciągnął wysoki brunet idący z panią Hocking do zachodniej części szkoły. Powłóczył nogami podążając za historyczką, która z przejęciem coś tłumaczyła, jednak chłopak wydawał się nie zwracać na nią uwagi. Rozglądał się na prawo i lewo, patrzył na wysokie budynki, jak i pod nogi na wybrukowany dziedziniec. Miałam wrażenie, że przez chwilę na mnie patrzył ale ostatecznie stwierdziłam, że tylko omija mnie wzrokiem, podziwiając piękno i oryginalność budynków Akademii. ‘Pewnie jakiś nowy’ mówię w myślach i wracam do rzeczywistości.
***
Po zmroku, kiedy chłodne powietrze muska moje ciało, wywołując gęsią skórkę, spaceruję na terenie szkoły, czekając na telefon od ojca. Camille przekazała mi, że jego stan się pogarsza, jednak nikt nadal nie wie co mu konkretnie dolega. Zaczęło się od utraty równowagi i wymiotów. Niby nic takiego. Teraz, ma niedowład lewej ręki, waży chyba tyle samo co ja i często nie dociera do niego, co się do niego mówi. Ale mój ojciec to silny człowiek. Wciąż chce mieszkać sam, mimo, że Camille zaoferowała mu pomoc. Radzi sobie. I nawet…
‘Ej, co jest?!’ z rozmyślań wyrywa mnie silne pchnięcie. Upadam na ziemię. Kiedy spoglądam w górę widzę chłopaka, którego widziałam na dziedzińcu. Jego włosy są teraz artystycznie rozwiewane przez wiatr, a oczy mimo, że jest ciemno błyszczą łobuzersko. Gdy widzę, że nie zamierza się odezwać, decyduję zacząć:
Ym, sory? – mówię pytającym głosem. Wydawało mi się, że logiczne jest, że jeśli kogoś popchniesz, to go przepraszasz chyba, nie? A ten człowiek tu tylko się na mnie patrzy, jakby chciał mnie przewiercić na wylot.
W końcu, gdy jaśnie panicz się obudził, wciąż nic nie mówiąc podaje mi dłoń oferując pomoc przy wstawaniu. Chwytam ją szybko i z lekkością się podnoszę, prawie nie podciągając się na ręce nieznajomego. Delikatnie się otrzepuję i mówię cicho nie patrząc na chłopaka:
-Dzięki. Jesteś nowy w Paresscot, prawda?
Przytakuje wciąż tylko się na mnie patrząc. Niemowa czy jak? Z zakłopotaniem spuszczam wzrok.
- Dobra idę. Następnym razem, może uważaj bardziej jak biegasz… albo coś.- powiedziałam, po czym odwróciłam się na pięcie i poszłam w kierunku pokoju wciąż na niego nie patrząc. Z całych sił powstrzymywałam się, żeby nie odwrócić głowy i spojrzeć jeszcze raz na interesującego chłopaka.
‘Ej, co jest?!’ z rozmyślań wyrywa mnie silne pchnięcie. Upadam na ziemię. Kiedy spoglądam w górę widzę chłopaka, którego widziałam na dziedzińcu. Jego włosy są teraz artystycznie rozwiewane przez wiatr, a oczy mimo, że jest ciemno błyszczą łobuzersko. Gdy widzę, że nie zamierza się odezwać, decyduję zacząć:
Ym, sory? – mówię pytającym głosem. Wydawało mi się, że logiczne jest, że jeśli kogoś popchniesz, to go przepraszasz chyba, nie? A ten człowiek tu tylko się na mnie patrzy, jakby chciał mnie przewiercić na wylot.
W końcu, gdy jaśnie panicz się obudził, wciąż nic nie mówiąc podaje mi dłoń oferując pomoc przy wstawaniu. Chwytam ją szybko i z lekkością się podnoszę, prawie nie podciągając się na ręce nieznajomego. Delikatnie się otrzepuję i mówię cicho nie patrząc na chłopaka:
-Dzięki. Jesteś nowy w Paresscot, prawda?
Przytakuje wciąż tylko się na mnie patrząc. Niemowa czy jak? Z zakłopotaniem spuszczam wzrok.
- Dobra idę. Następnym razem, może uważaj bardziej jak biegasz… albo coś.- powiedziałam, po czym odwróciłam się na pięcie i poszłam w kierunku pokoju wciąż na niego nie patrząc. Z całych sił powstrzymywałam się, żeby nie odwrócić głowy i spojrzeć jeszcze raz na interesującego chłopaka.
<Devon>?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz