niedziela, 30 października 2016

Od Devona do Ivy

Kolejny dzień również postanowiłem spędzić na wagarach. Tym bardziej, iż był to piątek, weekendu początek. Potrzebowałem rozrywki, którą załatwiłem sobie przy okazji wczorajszego wyjazdu. Były to mianowicie trzy nowiusieńkie gry dla mojej ukochanej (konsoli). Takim oto sposobem przesiedziałem cały ranek oraz przedpołudnie na grze, totalnie i bez reszty wciągając się w jej fabułę. Małym szczegółem okazało się to, iż tego samego dnia już ją przeszedłem. W późniejszym czasie obaliłem internet swoją genialną teorią o innych, możliwych zakończeniach tejże gry, po czym postanowiłem wyjść trochę na świeże powietrze. Okazało się to sporym błędem, o czym przekonałem się kiedy zaczepiła mnie pani Hasbrov na dziedzińcu przed akademią. Pytała o moją dzisiejszą oraz wczorajszą nieobecność, tasując mnie wzrokiem. Wytłumaczyłem się chorobą, której oczywiście nie było. Chyba uwierzyła. Nawet nie mając z nią lekcji musiała wiedzieć, ta szkoła jest niesamowita. Wróciłem do swojego spaceru i skierowałem się na zachód, do bocznego wyjścia z akademii. Mało kto o nim wie, toteż nikt nie kręci się w tamtej okolicy. Sprawnie prześlizgam się pomiędzy wąskim przejściem za zewnątrz. Niewielką polanę upatrzoną sobie przez wszelkiego rozdzaju ptactwo okala las szykujący się do zimowego snu, z którego w to miejsce proiwadzi jedynie jedna droga. Udaję się w jej stronę, majac pewność, iż o tej godzinie nikogo tu nie spotkam. I myślę tak przez kolejne pół godziny, kiedy to pogrążony w myślach idąc przed siebie ze wzrokiem wbitym w ziemię słyszę szelst liści oraz trzask łamanych gałęzi, których swoją drogą jest tu pod dostatkiem. Przyrastam do ziemi na kilka niepewnych sekund, aby po nich ujrzeć wyłaniającą się zza zakrętu dziewczynę. Nastolatkę, którą niewątpliwie była Iva. Choć nie wyglądała jak zawsze. Nisko zawieszona głowa, powlekanie nogami po ziemi, słuchawki na uszach z gośno puszczoną muzyką (na tyle głośno, że mogłem ją usłyszeć). Szła tak dalej, dopóki nie stanęła około metr przede mną, spoglądając teraz na czubki moich butów. Powoli uniosła głowę aż nie natrafiła na mój wzrok. A ja na jej. Pozbawione życia, bez tej doskonale znanej mi iskierki oczy nie wyglądały tak samo. Mokre od łez policzki, czerwone obwódki pod oczami oraz rozmazany makijaż - to nie była Ivy którą znam. Nim dokładnie przeanalizowałem sytuację i stwierdziłem, że na sto procent jest to Ivy zdążyliśmy się na wzajem zmierzyć od stóp do głów. Kwaśny wyraz mojej twarzy musiał teraz mało obchodzić dziewczynę, bo ta - pomimo zasad - objęła mnie ponad pasem z dużą siłą i przykleiła głowę do mojego torsu. Nie zamierzała puścić, więc również ją objąłem.
Pierwszy raz od.. pierwszy raz od zawsze zastanawiałem się nad czyimś losem. Co się mogło takiego stać? Na pewno nie chodzi sama po lesie, zalana płaczem z jakiegoś błachego powodu. Myślałem o tym przez te wszystkie minuty, kiedy nasz uścisk nadal się nie rozwiązywał. Wręcz przeciwnie - był coraz głębszy, oddawał coraz więcej uczuć.
- Zabierz mnie stąd -cichy szept dochodzi do moich uszu, zabijając w momencie wszystkie myśli urządzające huczną paradę w moim mózgu.
- Jak najbardziej -odpowiadam, kiedy to dziewczynia nie uwalnia nas z uścisku. - Jutro z samego rana -dodaję zniżonym głosem, próbując nieco uspokoić dziewczynę.

Ivy? ( ͡° ͜ʖ ͡°) Jak mi odpisujesz to: "Od Ivy cd. Devona" xd

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz