Kiedy przestrzeń
zaciska się, kleszcząc w sobie twój oddech, a ty nie wiesz co zrobić, gdzie
postawić następny krok, gdy miliony pytań i możliwości zawładnie twoim umysłem –uciekaj.
Uciekaj, bo to jedyne prawidłowe wyjście. Nie patrz za siebie, nie myśl, bo i
tak nie zmieni to sytuacji w jakiej się znajdujesz.
Mijając kolejne drzewa błyszczące złotymi kolorami jesieni
pozwalałam, by płynąca w moich uszach muzyka zagłuszyła myśli kłębiące się w głowie
do czasu, gdy przede mną wyrósł znajomy chłopak. Kiedy go zobaczyłam w rękach
poczułam drażniące mrowienie, a miejsce na skroni zaczęło piec z bólu. Nie
miałam siły się odezwać, każde mrugnięcie wydawało się zabierać ostatnie
resztki energii. Jedyny pomysł, jaki wpadł mi do głowy –najgłupszy jaki
kiedykolwiek miałam – to było przyklejenie się do umięśnionego torsu Devona.
Byłam pewna, że mnie odepchnie, zacznie krzyczeć, że złamałam żelazną zasadę,
odwróci się na pięcie i pójdzie w swoją stronę. Czekałam na to, przygotowując
się na odrzut do tyłu. On jednak objął mnie ramionami i pozwolił zastygnąć w
tej pozycji i wsłuchać się w równy rytm jego serca. Po pewnym czasie, kiedy
chłopak obiecał… to i owo, chwycił mnie pod ramię i dostosowując swój krok do
mojego zaprowadził powoli do pokoju. Nie wiem kiedy przestałam płakać. Nie wiem
którędy wróciliśmy, nie pamiętam jak znalazłam się w moim łóżku…
***
Kiedy się obudziłam, byłam zdziwiona widząc Devona śpiącego
na podłodze, przykrytego jedynie kocem z wykrzywioną przez sen miną. Odgarnęłam
kołdrę i wyszłam z łóżka. Ręce wciąż mi się trzęsły, więc twardo wbiłam
paznokcie w udo. Palący ból sprawił, że syknęłam. Spojrzałam szybko na mojego
śpiącego kolegę, który na szczęście się nie obudził. Na palcach przeszłam do
łazienki, żeby wziąć prysznic i doprowadzić się do jakiegoś, znośnego stanu.
Gdy wychodzę z niej pocierając mokre włosy ręcznikiem, widzę Devona już
przebranego i ogólnie wyglądającego lepiej niż ja, który stoi przy blacie
kuchennym i parzy sobie aromatyczną kawę.
-Nie przypominam sobie, żebym miała na stanie to obrzydlistwo. –mówię zachrypniętym
i zbyt cichym jak na mnie głosem z obojętnym wyrazem twarzy.
-Tak, wiem. –mówi zatrzymując na chwilę okrężne ruchy, które mają za zadanie
szybsze rozpuszczenie proszku, nie patrząc na mnie. Jednak po chwili je
wznawia. W końcu podchodzi do mnie i wręcza kubek. –Wypij. –widząc mój
niewyraźny wyraz twarzy dodaje –Postawi cię na nogi. – i uśmiecha się do mnie
niepewnie, co przekonuje mnie do wzięcia małego łyku.
-Fuj. Pijesz to na co dzień?
-Zdarza się. –odparł beznamiętnie i wzruszył ramionami –Spakuj najpotrzebniejsze
rzeczy. –powiedział, po czym wstał i wyszedł z mojego pokoju oglądając się ostatni
raz przez ramię. W przerwach między łykami kawy pakowałam do małej sportowej
torby kilka ubrań, szczoteczkę do zębów i kosmetyki do higieny osobistej–bo nie
wiedziałam na jak długo pojedziemy- trochę jedzenia i aparat. Zero makijażu.
Zero technologii. Chwila wytchnienia dobrze mi zrobi. Wylewam resztkę kawy do
zlewu, bo nie jestem w stanie już jej dopić i siadam na krześle przy kuchennym
stole. Nie wiem co robić. Po prostu siedzę i gapię się na czarny zegar ścienny
i przesuwające się leniwie po jego tarczy wskazówki, kiedy do oczu znów
zaczynają mi się cisnąć łzy. Tato…Tato
przepraszam, że jestem inna. Przepraszam, że nie mogę być przy tobie. Wieki
trwa kiedy, do moich uszu dociera ciche pukanie. Obracam delikatnie głowę i
napotykam wzrok Devona.
-Gotowa? –pyta jakby weselszy. Uśmiecham się nieśmiało.
-Tak… chyba tak.
-Wyglądasz jakoś… inaczej. –mówi przyglądając mi się bardziej, niż to
konieczne. Jednak uważam, że to miłe, że w ogóle zauważył.
-Sto procent natural. –rzucam po czym wychodzę z torbą na korytarz. Devon
prycha z rozbawieniem.
-Powiedziała dziewczyna z białymi włosami. -I tu nie sposób się nie roześmiać.
Uwagi i komentarze mojego przyjaciela, zazwyczaj celnie opisują rzeczywistość i
jej cały komizm. Choć nie zawsze jest to efekt zamierzony. Tak sądzę.
Wychodzimy z akademika, gdy w głowie pojawia mi się pytanie. Dosyć ważne.
-Devon, gdzie my w ogóle jedziemy? I czym?
-Bo widzisz… mam… -niestety nie kończy myśli, ponieważ przerywa mu głos pana
Samstela:
-Ivy? Devon? Gdzie wy się wybieracie? Lekcje już trwają.
To właśnie jest sytuacja, bardziej na logiczne myślenie. Trzeba rozważyć
wszystkie opcje i wykorzystać słabości nauczyciela. Próbuję usilnie wymyślić
jakąś szybką, prawdopodobną wymówkę, kiedy odzywa się Devon. I jego wypowiedź
mnie bardzo zaskakuje.
Devon? Przepraszam, pisałam do późna… dlatego jest to takie,
jakie jest. ;x
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz