niedziela, 30 października 2016

Od Ivy cd. Devona

Kiedy przestrzeń zaciska się, kleszcząc w sobie twój oddech, a ty nie wiesz co zrobić, gdzie postawić następny krok, gdy miliony pytań i możliwości zawładnie twoim umysłem –uciekaj. Uciekaj, bo to jedyne prawidłowe wyjście. Nie patrz za siebie, nie myśl, bo i tak nie zmieni to sytuacji w jakiej się znajdujesz.

Mijając kolejne drzewa błyszczące złotymi kolorami jesieni pozwalałam, by płynąca w moich uszach muzyka zagłuszyła myśli kłębiące się w głowie do czasu, gdy przede mną wyrósł znajomy chłopak. Kiedy go zobaczyłam w rękach poczułam drażniące mrowienie, a miejsce na skroni zaczęło piec z bólu. Nie miałam siły się odezwać, każde mrugnięcie wydawało się zabierać ostatnie resztki energii. Jedyny pomysł, jaki wpadł mi do głowy –najgłupszy jaki kiedykolwiek miałam – to było przyklejenie się do umięśnionego torsu Devona. Byłam pewna, że mnie odepchnie, zacznie krzyczeć, że złamałam żelazną zasadę, odwróci się na pięcie i pójdzie w swoją stronę. Czekałam na to, przygotowując się na odrzut do tyłu. On jednak objął mnie ramionami i pozwolił zastygnąć w tej pozycji i wsłuchać się w równy rytm jego serca. Po pewnym czasie, kiedy chłopak obiecał… to i owo, chwycił mnie pod ramię i dostosowując swój krok do mojego zaprowadził powoli do pokoju. Nie wiem kiedy przestałam płakać. Nie wiem którędy wróciliśmy, nie pamiętam jak znalazłam się w moim łóżku…

***
Kiedy się obudziłam, byłam zdziwiona widząc Devona śpiącego na podłodze, przykrytego jedynie kocem z wykrzywioną przez sen miną. Odgarnęłam kołdrę i wyszłam z łóżka. Ręce wciąż mi się trzęsły, więc twardo wbiłam paznokcie w udo. Palący ból sprawił, że syknęłam. Spojrzałam szybko na mojego śpiącego kolegę, który na szczęście się nie obudził. Na palcach przeszłam do łazienki, żeby wziąć prysznic i doprowadzić się do jakiegoś, znośnego stanu. Gdy wychodzę z niej pocierając mokre włosy ręcznikiem, widzę Devona już przebranego i ogólnie wyglądającego lepiej niż ja, który stoi przy blacie kuchennym i parzy sobie aromatyczną kawę.

-Nie przypominam sobie, żebym miała na stanie to obrzydlistwo. –mówię zachrypniętym i zbyt cichym jak na mnie głosem z obojętnym wyrazem twarzy. 
-Tak, wiem. –mówi zatrzymując na chwilę okrężne ruchy, które mają za zadanie szybsze rozpuszczenie proszku, nie patrząc na mnie. Jednak po chwili je wznawia. W końcu podchodzi do mnie i wręcza kubek. –Wypij. –widząc mój niewyraźny wyraz twarzy dodaje –Postawi cię na nogi. – i uśmiecha się do mnie niepewnie, co przekonuje mnie do wzięcia małego łyku.
-Fuj. Pijesz to na co dzień?
-Zdarza się. –odparł beznamiętnie i wzruszył ramionami –Spakuj najpotrzebniejsze rzeczy. –powiedział, po czym wstał i wyszedł z mojego pokoju oglądając się ostatni raz przez ramię. W przerwach między łykami kawy pakowałam do małej sportowej torby kilka ubrań, szczoteczkę do zębów i kosmetyki do higieny osobistej–bo nie wiedziałam na jak długo pojedziemy- trochę jedzenia i aparat. Zero makijażu. Zero technologii. Chwila wytchnienia dobrze mi zrobi. Wylewam resztkę kawy do zlewu, bo nie jestem w stanie już jej dopić i siadam na krześle przy kuchennym stole. Nie wiem co robić. Po prostu siedzę i gapię się na czarny zegar ścienny i przesuwające się leniwie po jego tarczy wskazówki, kiedy do oczu znów zaczynają mi się cisnąć łzy. Tato…Tato przepraszam, że jestem inna. Przepraszam, że nie mogę być przy tobie. Wieki trwa kiedy, do moich uszu dociera ciche pukanie. Obracam delikatnie głowę i napotykam wzrok Devona. 
-Gotowa? –pyta jakby weselszy. Uśmiecham się nieśmiało.
-Tak… chyba tak.
-Wyglądasz jakoś… inaczej. –mówi przyglądając mi się bardziej, niż to konieczne. Jednak uważam, że to miłe, że w ogóle zauważył.
-Sto procent natural. –rzucam po czym wychodzę z torbą na korytarz. Devon prycha z rozbawieniem.
-Powiedziała dziewczyna z białymi włosami. -I tu nie sposób się nie roześmiać. Uwagi i komentarze mojego przyjaciela, zazwyczaj celnie opisują rzeczywistość i jej cały komizm. Choć nie zawsze jest to efekt zamierzony. Tak sądzę. Wychodzimy z akademika, gdy w głowie pojawia mi się pytanie. Dosyć ważne.
-Devon, gdzie my w ogóle jedziemy? I czym? 
-Bo widzisz… mam… -niestety nie kończy myśli, ponieważ przerywa mu głos pana Samstela:
-Ivy? Devon? Gdzie wy się wybieracie? Lekcje już trwają. 
To właśnie jest sytuacja, bardziej na logiczne myślenie. Trzeba rozważyć wszystkie opcje i wykorzystać słabości nauczyciela. Próbuję usilnie wymyślić jakąś szybką, prawdopodobną wymówkę, kiedy odzywa się Devon. I jego wypowiedź mnie bardzo zaskakuje.

Devon? Przepraszam, pisałam do późna… dlatego jest to takie, jakie jest. ;x

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz