- Ani ty, ani ona mi nic nie powiecie...?- spytałam z zawahaniem, bawiąc się rękami.
Ten tylko posłał mi przelotne spojrzenie. Stałam tam jakieś dobre pięć, może dziesięć minut, przetwarzając wszystkie informacje...Może ma racje? Nie powinnam się wtrącać w nie swoje sprawy...Ale jeśli oni zrobią coś sobie na wzajem?
- Ej! Kay!- Usłyszałam za sobą, więc wróciłam do pracy. Czas zleciał szybko. cały czas pracowałam w milczeniu. Nie miałam ochotę na rozmowę z kimkolwiek.
XxX
Wchodząc do akademika, nuciłam sobie jakąś wymyśloną przeze mnie melodię. Szłam wolno, opierając się o ścinę, z wzrokiem wbitym w podłogę. Westchnęłam głęboko, szukając moich kluczy. Ale nie skupiałam się na tym, więc ciężko było mi je dostrzec, nawet gdy były tuż pod moim nosem.
Kątem oka, zauważyłam chłopaka. Podpierał się o framugę drzwi. Mimo to, nie zwracałam na niego uwagi, tylko szukając tego małego żelastwa. Udało mi się po jakimś czasie, więc leniwie od kluczyłam drzwi i weszłam do pokoju, trzaskając za sobą, co zrobiło nie mały hałas.
Wszystko rzuciłam pod drzwi, a sama usiadłam w kącie. Złapałam się za głowę, która zaczęła mnie boleć. Trwałam w tej pozycji jakiś czas. Na dworze było ciemno, a jedyny dźwięk to jakieś kroki na korytarzu.
Powinnam zadzwonić do Joela? Nie...Ale chciałabym teraz z kimś porozmawiać. Zwierzyć się...Ta sytuacja mnie przytłaczała. Nie wiem czemu taka głupota mnie aż tak zdenerwowała. Zazwyczaj takie coś omijam szerokim łukiem, a teraz?
Wyprostowałam nogi i sięgnęłam po gitarę, leżącą obok mnie. Przypominając sobie chwyty, zaczęłam delikatnie jeździć po strunach, które wydobywały z siebie delikatne dźwięki. Doszło podśpiewywanie, po czym w odpowiednim momencie skończyłam, uwalniając ostatni, nieco mocniejszy dźwięk.
Uśmiechnęłam się sama do siebie.
Przypomniałam w tedy sobie, jak za dzieciństwa, mama uczyła mnie grać. Obie myślałyśmy, że ze mnie taka artystka, jak z koziej dupy trąba. Ale potem...zaczęło mi iść coraz lepiej i lepiej. Aż gitara stała się moją codziennością. Potem przestałam. I tego żałuję.
Byłam kompletnie zmęczona, przez co zasnęłam w takiej pozycji.
Otwierając powoli oczy, myślałam, że znów muszę wstać...Jednak coś tu nie grało. A mianowicie widok za oknem. Dalej noc...?
z irytacją wstałam i podeszłam do niego. Tak. To na pewno noc. Jeszcze dla pewności spojrzałam na zegarek. ~3:37.
Nie zastanawiając się dłużej, ubrałam na siebie bluzę i wyszłam, najciszej jak potrafiłam.
Zimne powietrze zawiało, rozwalając mi i tak już zrujnowaną fryzurę. Odgarnęłam włosy do tył i zsunęłam się po ścianie, aż do pozycji siedzącej.
Mój wzrok zawiesiłam na jednym z drzew. Było...inne niż reszta. Patrzyłam, jak kolejno liście spadają z niego, lądując na ziemi.
~Musisz mu powiedzieć
Usłyszałam głos w mojej głowie,
- Ostrzec go? - Spytałam na głos.
~Co, jeśli coś mu się stanie?
- Może masz rację...- szepnęłam. Powinnam to zrobić. Jak najszybciej.
<Daniel?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz