poniedziałek, 31 października 2016

Od Ivy cd. Devona

Siedziałam na drewnianym stole  z nogami postawionymi na ławce wykonanej z tego samego materiału i patrzyłam na czarne niebo połyskujące małymi, białymi punkcikami. Nie było widać ani jednej chmury, toteż całość wyglądała bajecznie. Kiedy za plecami usłyszałam kroki, przekręciłam głowę, żeby dojrzeć twarz przybysza. Usiadł koło mnie i okrył moje ramiona kraciastym kocem. Niepewnie uniosłam kąciki ust w delikatnym uśmiechu. I siedzieliśmy tak, w bezruchu patrząc na tlące się na niebie gwiazdy.
-Wiesz, jak byłam małym brzdącem –uśmiecham się na to miłe wspomnienie –ojciec zabierał mnie i moją siostrę na łąkę niedaleko domu w Norwegii. Siadaliśmy na takim stosie ze ściętych drzew poubierani w osiem warstw jak nie lepiej i razem oglądaliśmy gwiazdy i zorzę polarną. Widziałeś kiedyś taką zieloną łunę na czarnym niebie? –Devon wzrusza ramionami w odpowiedzi –To jest coś pięknego. Takie tańczące promienie, które zmieniają położenie i kolor. Wspaniałe. –wzdycham patrząc na ręce mojego przyjaciela, który pocierał je teraz energicznie. Przerzucam połowę koca przez jego plecy, domyślając się, że jest mu chłodno. –A teraz mój ojciec… Teraz mój ojciec umiera. Ja nie mogę przy nim być, Camille chce wyjechać na studia, a nauczyciele z akademii z mocą uzdrawiania wzruszają tylko ramionami dając znak, że nic z tego. Nie wiem co robić. –mówię, opierając głowę o ramię Devona. 
-Nie myśl o tym w ten weekend. Te dwa dni masz się dobrze bawić, rozumiesz? –uśmiecham się na te słowa i odkrzykuję:
-Tak jest! –po czym roześmiałam się. Ale nie z przymusu. Tak po prostu się roześmiałam, jak to miałam w zwyczaju.

Widząc, że ziewam Devon zaproponował pójście spać. Był tylko jeden problem. Wchodząc do sypialni zauważyłam pewien, drobny szczegół. Podzieliłam się swoim spostrzeżeniem ze stojącym za mną przyjacielem.
-Jesteś świadomy, że tu stoi tylko jedno łóżko?
-Szczerze? Nie za bardzo… -odparł chłopak na co odpowiedziałam zdziwioną miną. Jednak po chwili rozluźniłam mięśnie twarzy i wzruszyłam ramionami.
-Dobra, damy radę. Bardzo się wiercisz? –pytam kierując się w stronę łóżka. Spanie z nim [bez żadnych podtekstów proszę] na jednym posłaniu nie było dla mnie problem. Przyjaźniliśmy się tak?
-Ym, nie, nie bardzo. Ale ty tak serio? –pyta się mnie z niedowierzaniem w głosie i wykrzywionym wyrazem twarzy. Jakby zjadł cytrynę. 
-No, a co ty myślałeś? – odpowiadam mu pytaniem na pytanie ze sztuczną powagą w głosie. Devon już nic nie mówi tylko podchodzi do łóżka i kładzie się po lewej stronie, zostawiając mi więcej miejsca, niż to było potrzebne. Układam się wygodnie i gaszę nocną lamkę, która świeciła ciepłym blaskiem na stoliku nocnym obok mojej krawędzi. Zasypiam prawie od razu.

***

Budzą mnie promienie słońca przenikające przez cienkie firanki i padające prosto na moją twarz. Mrużę oczy i przeciągam się na łóżku. Ze zdumieniem stwierdzam, że Devon jeszcze śpi. Wydawało mi się, że należy do tak zwanych ‘rannych ptaszków’. Co najdziwniejsze, wydawało mi się, że śpi snem twardym. Wstaję cicho i na palcach schodzę na parter uroczego domku. Umyłam się, ubrałam i weszłam do kuchni, ponieważ przyprowadził mnie tam mój ukryty w brzuchu GPS. W jednej z drewnianych szafek znalazłam sporo bakalii i miód, więc postanowiłam zapiec to wszystko w prymitywnym piekarniku na kleistą, choć całkiem smaczną papkę. Kiedy śniadanie było już prawie gotowe, usłyszałam na schodach ciężkie kroki przyjaciela. Kiedy pokazał mi się w drzwiach kuchni, oparty o ich framugę z rozczochranymi niechlujnie włosami, przecierając leniwie oko parskam głośno śmiechem.
-Hej, jak się spało? –chłopak patrzy na mnie wymownym spojrzeniem i odpowiada beznamiętnie:
-Ym, długo. Jak na mnie. Co to? –pyta wyglądając przez szybę piekarnika na mój przysmak.
-Śniadanie. –stwierdzam zakładając ręce na piersi i udając obrażoną. 
Po chwili siedzimy już przy stole zajadając prymitywny posiłek.
-To co dzisiaj robimy? –pytam między kęsami. Devon przełyka szybko, myśli przez chwilę, po czym odpowiada:
-Cóż, jesteśmy trochę ograniczeni… ale co powiesz na…

Devon? Przepraszam, że tak mało ;x

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz