Gdy tylko dziewczyna wyszła z mojego pokoju, żądza jeszcze bardziej mną zawładnęła. Nie czekając ani chwili dłużej wyszedłem z budynku przez okno. Musiałem się pożywić, bo inaczej wyważę drzwi do jej pokoju, rzucą się na nią i bez opanowania ją zabije. Nie, żeby mi na niej zależało, ale nie krzywdzę kobiet, ani nikogo z uczelni. Nie mogę, to moje święte zasady.
Nie poczułem żadnego bólu przy lądowaniu na twardej ziemi. Wyprostowałem się i rozejrzałem. Szukałem zdobyczy. Trafiłem na mężczyznę po około trzydziestce. Był ogromny, dwa metry, masa ciała i mięśnie. Był świetny.
Nie poczułem żadnego bólu przy lądowaniu na twardej ziemi. Wyprostowałem się i rozejrzałem. Szukałem zdobyczy. Trafiłem na mężczyznę po około trzydziestce. Był ogromny, dwa metry, masa ciała i mięśnie. Był świetny.
~~~
Otworzyłem oczy słysząc budzik. Znowu go zapomniałem wyłączyć na weekend, także rzuciłem telefonem o ścianę. Oczywiście zamiast rozwalić komórkę i uciszyć dzwonek, odpadł tynk na ścianie. Nałożyłem poduszkę na głowę chcąc zagłuszyć ten cholerny dźwięk, ale on wygrał. Byłem zmuszony wstać i go wyłączyć. Odłożyłem telefon-cegłę na miejsce i poszedłem do łazienki. Gdy spojrzałem w lustro, wręcz się przeraziłem. Miałem śpiochy w oczach, ogromne wory pod oczami, włosy były gorsze niż w nieładzie. Opłukałem twarz wodą i... wróciłem do snu.
Stawiam kolejne łapy na mokrym jeszcze śniegu, który przylepia się do
moich łap, przez co moja podroż jest utrudniona. Jest mi coraz ciężej, a
śnieżyca postanawia nie ustawać. Idę pod wiatr czując, jak każdy płatek
śniegu wchodzi pod moje futro, mrożąc mnie żywcem. Jednak idę dalej,
byle by się nie zatrzymać, a gorzej, żeby nie zawrócić. Muszę iść przed
siebie. Po chwili widzę światło. Ale nie światło takie, które widzą
umierający. To bardziej... pociąg! Za nim dźwięk lokomotywy przedrze się
wpierw przez śnieg, a następnie moje uszy, zeskakuję z torów, na jakich
stałam. Gdy maszyna przejeżdża obok mnie, tracę równowagę przez wicher
stworzony przez nią. Pędził jak oszalała, a ja trafiłam na śliski śnieg.
Nie mam kiedy wbić pazurów w lód, gdyż za nim się obejrzę, zaczynam się
toczyć, niczym mała biała kulka śniegu z górki. Świat wiruję. Nie mogę
się zatrzymać, aż w końcu na mojej drodze stoi drzewo. A dalej las. Nie
mam szans się zatrzymać, więc czekam na zderzenie.
I wracam do rzeczywistości jako zwykły Arumianin, a nie czworonożne zwierzę o nazwie wilk. Podnoszą głowę do góry i się rozglądam. Byłem w swoim pokoju, tak więc nie rozumiałem, dlaczego dziwnie się czułem. Miałem tak zwany niepokój. Ale przed czym? Długo nad nie myślałem. Zrobiłem sobie kawę i dwa tosty. Ogarnąłem w łazience i tym razem wyglądałem o wiele lepiej niż wcześniej. Ubrałem się w czarne jeansy i czarną bluzę z kapturem. Po najedzeniu się wyszedłem z pokoju, zamykając go na klucz, a następnie idąc w stronę wyjścia z budynku. Miałem ochotę się przejść. Niestety po drodze natknąłem się na dziewczynę.
- Jeśli chcesz gadać o wczorajszym, to moja odpowiedź brzmi "nie" - powiedziałem pierwszy, bo widziałem, że już otwierała usta, aby zacząć pierwsza.
<Kayline? Wybacz, że czekałaś>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz