- Starałam się... - ziewnęłam, spoglądając na niego. Nie lubiłam rozmawiać z ludźmi wyższymi ode mnie... czuję się w tedy jak dzieciak.
- A bezsenność ma swoje powody. - powiedział, chcąc zachęcić mnie do mówienia. Ale ja nie zamierzałam mu się zwierzać.
- Ano ma. Ty też nie miałeś lekkiej nocy.- podsumowałam, patrząc w dół.
- Skąd wiesz? - bardziej się nade mną nachylił. W tym momencie mogłabym wybić mu kilka tych prostych, białych ząbków. Ale mam ważniejsze rzeczy na głowie...
Na jego odpowiedź, jedynie wzruszyłam ramionami. Odwróciłam się i wyszłam z budynku. Niech pozostanie w niepewności.
Telefon w mojej kieszeni zaczął wibrować, więc musiałam odebrać.
- Halo? - spytałam, słysząc ciszę i jakieś szelesty.
- O! Um... Kay? - w słuchawce rozbrzmiał męski głos.
- Joel!
- Tak, to ja! Mam prośbę... - oho, już się zaczyna...
- No? - westchnęłam.
- Musisz zrobić dla mnie jedną rzecz. Bądź w warsztacie jutro po południu.
- Czemu?
- Bo ja tak chcę. Proszę... To ważne. Teraz muszę kończyć, zadzwonie później.- powiedział, a po chwili połączenie zostało przerwane. Po co mam tam iść? Dokładniej chodzi o "rodzinną firmę ". Tak mój brat ma warsztat samochodowy. Ciekawi mnie co on znowu chce... Zawsze jak do mnie dzwoni, to albo go w czymś wyręczyć, albo pomóc.
Wkładając telefon do kieszeni, usłyszałam kroki. Odwróciłam się, a Daniel wyglądał jakby się gdzieś bardzo spieszył. I co zrobiłam? Poszłam za nim... Wiedziałam, że to mogło się źle skończyć, jednak poszłam. On coś ukrywał...
XxX
Doszliśmy do jakiejś małej dzielnicy. Co chwila szli tam jacyś ludzie. Chłopak stał wewnątrz alejki, chyba na kogoś czekając. Tak jak myślałam... 19 letni brunet podszedł do niego i przez chwilę była cisza. Potem zaczęli się do siebie zbliżać. Jak na złość, widok zasłoniły mi przejeżdżające auta. Przeklęłam pod nosem.
Nie wiedziałam, co się dokładnie działo. Gdy, tylko auta odjechały, Daniel zaczął wręcz "uciekać " z tamtego miejsca.
Oo. Idzie w moją stronę. Szybko schowałam się za ławkę, mając nadzieję, że mnie nie zobaczy.
XxX
Wracałam już z powrotem do akademika. Nie wydarzyło się dzisiaj nic godnego uwagi...poszłam na chwilę do baru, potem do sklepu... Takie typowe rzeczy .
Wchodząc do pokoju, ujrzałam czyjąś kurtkę,co mnie zaniepokoiło. Po cichu weszłam do środka. Kto tu wszedł? I jak?!
Gdy chciałam zamknąć drzwi, ktoś mnie w tym wyręczył. Odwróciłam się, widząc jego.
- Daniel? - zdziwiłam się.
- Nie, święty Mikołaj. - wyrzucili ręce w powietrze. Był czymś wyraźnie zdenerwowany. Łaził w kółko, co chwila spoglądając na mnie.
- Ile widziałaś, co? - w końcu zatrzymał się i nachylił nade mną.
- Co widziałam? - spytałam, cofając się.
- Nie udawaj! - podniósł głos, na co drgnęłam.
- Wybacz. Ale powiedz.
Patrzyłam w jego oczy, które zrobiły się jakoś ciemniejsze. Odwróciłam wzrok, nie wiedząc, co powiedzieć...w sumie, to nic nie wiedziałam. Ale on pewnie nie uwierzy. Było mi... Głupio.
- Tak w sumie, to nic. - mruknęłam, dalej unikając kontaktu wzrokowego.- na prawdę.
<Daniel? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz