piątek, 21 października 2016

Od Daniela do ktosia

I znowu to poczułem. To pożądanie, przed którym nigdy nie potrafiłem się obronić. Gdy to chciałem, bez żadnych przeszkód to robiłem. A tym bardziej będąc w mieście. Widziałem każdą aurę człowieka, co ciekawsze, każdy miał inną, może nieliczni mieli takie same. Żółte, fioletowe, granatowe, niebieskie, zielone, a nawet czerwone, które oznaczało podniecenie. Gdy widziałem jak ludzie przechodzą przez ulicę, śmieją się, rozmawiają, czułem to bardzo mocno. Gdy wciągnąłem powietrze nosem, poczułem ten zapach. Nie potrafiłem się oprzeć, a u mnie samokontrola w tym temacie to coś zupełnie niemożliwego. Czas na polowanie pomyślałem i ruszyłem wraz z tłumem. Robiło się już późno, a dzięki jesiennej porze roku było już ciemno. Jedynie światła samochodów i lamp przy chodnikach oświetlały całe miasto, pozwalając tym samym na zobaczenie wszystkiego i każdego. Skryłem się w jednej z uliczek i czekałem na kogoś samotnego. Po chwili pojawił się jakiś chłopak. Nie wiele niższy ode mnie, blondyn o szarych oczach. Używając mocy w sekundzie znalazłem się przed nim, bo poruszałem się jak dźwięk, jeśli nie szybciej. Wymienialiśmy ze sobą parę słów. W tym czasie szedłem na niego, a on się odsuwał, dzięki czemu wszedł między domy do tak zwanej ciemnej uliczki. Gdy jego plecy zetknęły się z zimną ścianą, jego aura była fioletowa. Czyli czuł strach. Moja twarz była blisko jego, czułem wręcz jego oddech i przyśpieszone bicie serca. Był taki apetyczny... otworzyłem usta i przybliżyłem je do jego. Widać było, że nie należał do tych, którzy potrafią się bronić. On wręcz przeciwnie - nic nie robił. Tylko stał i czekał. Ale na co? Trzymał usta mocno zaciśnięte, także wepchnąłem mu język między zębami, dzięki czemu otworzył usta. Spokojnie, ja go nie całowałem. Robiłem coś o wiele gorszego... Chociaż zależy dla kogo. Dla mnie to było wspaniałe uczucie. Zacząłem wchłaniać jego energię. Położyłem mu rękę na torsie i przycisnąłem do ściany. Zrobił się blady, pod oczami pojawił się siwy kolor jak i na ustach. Opadł bezwładnie na ziemię, a ja ugasiłem swoje pożądanie. Nie spojrzawszy na mój pokarm odszedłem z tego miejsca i ruszyłem w stronę akademii.
Przed samymi drzwiami gdy tylko otworzyłem drzwi, usłyszałem czyjś jęk. Okazało się, że przypadkiem uderzyłem kogoś.
- Wybacz - przeprosiłem i podałem dłoń biedakowi. - Pokaż się - rozkazałem i zabrałem rękę z twarzy. Na szczęście spod nosa nie leciała żadna krew, na co odetchnąłem z ulgą.

<Ktoś?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz