wtorek, 25 października 2016

Od Daniela cd. Kayline

Jej mina była rozwalająca, gdy dowiedziała się o grzebaniu w jej szafkach, a dokładniej w bieliźnie. Zgodziłem się tylko dlatego wyjść, że na dziś czułem się jakby spełniony. Gdy szła w przeciwną stronę niż ja, krzyknąłem do niej jeszcze przez ramię, w moim uśmieszkiem.
- Te czarne majteczki i stanik w koronkę są najśliczniejsze - widziałem, jak się czerwieni, a jej aura wykazuje jej zdenerwowanie jak i mały wstyd. Zaśmiałem się, a ona nawet się nie odwróciła. Szła tam, gdzie miała zamiar, a ja ruszyłem w swoją stronę. Nie miałem ochoty iść za nią. Tak jakoś.
Wszedłem do pokoju i wziąłem szybki prysznic. Była to zimna woda, ale orzeźwiająca. Przebrałem się w jakieś ciuchy i wyszedłem po pół godzinnym siedzeniu w domu na miasto. Po co? Nie wiem. Miałem jednocześnie myśl, że zaraz poczuje to pragnienie, a z drugiej strony czułem, że spotkam białowłosą. Ale nic ciekawego nie zdarzyło się przez pierwsze parę minut, gdy przechadzałem się po prostu po chodniku, obserwując ludzi. Pary trzymające się za ręce, małe dzieci, które próbowały się wyrwać z rąk zatroskanych matek, pijani i opryskliwi faceci, egoistyczne kobiety przechodzili obok mnie nie zwracając na mnie uwagi, gdy to ja większość wręcz rozbierałem wzrokiem.
I poczułem go. Luksjanin. Był niedaleko, parę metrów ode mnie. Podniosłem wzrok na mężczyznę, wychodzącego z warsztatu. Nie widziałem jego aury, a jego zapach mówił sam za siebie. Był przystojnym blondynem o zielonych oczach, ubrany w obcisłe jeansy i czarną kurtkę. Szedł żwawym krokiem w moją stronę, gdy nagle nasze spojrzenia się ze sobą skrzyżowaliśmy. Nasze rasy były ze sobą skłócone, a raczej prowadziły wojnę przez wiele lat. A mój głód nagle nawiedził mój żołądek, jak to w Halloween, gdy nagle znienacka wyskakuje ci przebrany dzieciak za wampira, próbując cię wystraszyć. Czułem to bardzo głęboko, aż podchodziło mi to pod gardło. Chciałem go. Chciałem go poczuć. Chciałem pożywić się jego energią. Chciałem ugasić ten głód jego ciałem.
Przez chwilę patrzyliśmy na siebie obojętnym wzrokiem, który mówił sam za siebie. I nagle z warsztatu wybiegła jakaś kobieta. Była ubrana w taki sam kombinezon, jaki znalazłem u dziewczyny w pokoju. Miała takie same biało-siwe włosy, jednak tym razem upięte w niedbały kok. Jej czarne oczy spojrzały na mnie i przez chwilę jakby zamarła. Ale tylko na sekundę. Zaraz zwróciła się do Luksjanina, który nie zrzucał ze mnie swego morderczego wzroku.

<Kayline? Wybacz, że takie krótkie, ale nic nie mg wycisnąć z siebie>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz