niedziela, 23 października 2016

Od Devona do Ivy

Byłaś w szkole całej najpiękniejsza
Do dziś mam wszystkie twoje zdjęcia
Na zajęciach wzrok wpatrzony w ciebie miałem
Chociaż byłem największym chuliganem

W miedzy czasie ja zostałem gwiazdą RnB
Chociaż w klasie nie postawiłby na to nikt
W starej szkole rozdaje autografy 
Patrzę na ciebie a ty……

Ty jesteś dziś piękniejsza
Spójrz tylko na te zdjęcia
Wpatrzony jestem w ciebie od tylu lat
Szybko nadróbmy ten stracony czas
K.A.S.A. - Piękniejsza


Co za bull szit. Rzucam w radio pustą, szklaną butelką po piwie o moim ulubionym smaku toffi, co skutkuje zawahaniem sprzętu, a następnie wylądowaniem na poduszce, specjalnie ustawionej pod szafką na tą okazję. Ma się ten mózg od czegoś, prawda? Butelka upada na podłogę, po czym toczy się aż pod samą ścianę gdzie kończy swoją podróż. Zaś ja wracam do sączenia ulubionego napoju i dalszych, przerwanych mi przez tą okropną muzykę rozmyśleń. Wygodnie ułożony na szerokim łóżku setny raz próbuję przypomnieć sobie coś.. cokolwiek. Dzisiejsze próby wypadają tak jak zawsze - mniej niż zero. Kolejny raz tego wieczora.. stop. Kolejny raz tej nocy postanawiam wyjść na dwór. Podchodzę do okna zakładając na siebie wygodną bluzę. Po kilku sekundach znajduję się już z drugiej strony ściany, a wszechogarniający, jesienny chłód otacza mnie dookoła. Oddycham przez usta, przez co tworzę swoje własne, małe chmury dymu. Księżyc przyćmiony chmurami? Nie, nie podoba mi się to. Już chwilę potem jasny rogal samotnie majaczy tysiące kilometrów nad moją głową. Kroczę przed siebie pewnie, głowę mając nadal skierowaną w stronę jasnego obiektu. Odwracam ją kiedy z boku słyszę szelest. W momencie staję w miejscu, zaś krew nie dopływa do moich dolnych kończyn. Nie jest to typowy przejaw strachu. Okazuje się, iż jest to nietypowy przejaw strachu. Otóż to. Na myśl o czekającym mnie spotkaniu z kimś, jakimś człowiekiem czy nagłym wpadnięciu w sam środek wielkiego tłumu mój mózg włącza alarm, a wszystkie blokady nagle uruchamiają się. Dlatego zazwyczaj muszę psychicznie przygotować się do jakiejkolwiek rozmowy czy spotkania. Tym razem tego nie zrobiłem. Dlatego też widząc trzeci raz tą samą twarz, tego samego człowieka nie wykonuję niczego, oprócz stopniowego wypuszczania powietrza z płuc, aż go nie zabraknie. Po chwili dziewczyna również mnie zauważa. Może się mylę, ale na jej ustach przez chwilę zagościł uśmiech. Może się mylę. Może to pojęcie względne. Może tak, a może nie. Podchodzi do mnie powoli, obierając bardziej kamienny wyraz twarzy. Nieszczególnie jej to wychodzi, ale nie zwracam na to uwagi. Widoczne iskierki w jej oczach mówią, iż cieszy się z tego spotkania. Kto o zdrowym umyśle mógłby cieszyć się ze spotkania ze mną? Osobą totalnie aspołeczną i totalnie aseksualną? Może ona jeszcze tego nie wie. Jeśli nie, jest ślepa, taki mój wniosek. Po chwili stania kąciki jej ust unoszą się, jednak żaden głos z niej się nie wydobywa. Czekam jeszcze chwilę, aż w końcu odzywa się z lekką chrypką:
- Widziałeś jak chmury nagle uciekły? -badawcze spojrzenie ląduje na mojej twarzy, zaś moja rozmówczyni odchrząkuje cicho, aby pozbyć się nieznośnej chrypy.
- Tak się składa, że ja to zrobiłem -odzywam się spoglądając to raz na nią, a raz na księżyc. Emanujące od niego światło dochodzi aż do ziemi i nieco rozświetla ciemność nocy, co niejednokrotnie pomogło mi odnaleźć właściwą drogę do domu. Cenię tą gwiazdę bardziej niż inne. Nawet słońce nie jest przeze mnie tak uwielbianym ciałem niebieskim jak on. W końcu zatrzymuję rozbiegane spojrzenie na rogalu. Kątem oka dostrzegam jak dziewczyna kiwa lekko głową, po czym tą również kieruje w górę.
- Nocny spacer, hm? Ty też potrzebujesz przewietrzyć umysł? -słowa rozchodzą się w ciszy, zaś do mnie dopiero po chwili docierają słowa. Mowa srebrem, milczenie złotem.
- Można tak powiedzieć -z mojej strony jest to koniec rozmowy. Jasnowłosa jednak dalej ciągnie temat, co nieco mnie nuży i zarazem niepokoi. Chce czegoś więcej? Nie ma mowy.
- Swoją drogą - jestem Ivy -podaje mi dłoń, na co -choć niechętnie- również wyciągam swoją, prawie dwukrotnie większą i przedstawiam się:
- Devon Bostick. Tak, nowy -uprzedzam kolejne pytanie. Na kolejny ruch dziewczyny czekam, aż ta nie rusza się z miejsca, i jak gdyby nigdy nic idzie w swoją stronę. Czuję już ulgę, gdy ta odwraca się do mnie i gestem zaprasza do wspólnego spaceru. Ten dzień.. noc gorsza być nie może. Ostatni raz zerkam w stronę dużego brata, po czym włóczę się za dziewczyną, po chwili dorównując z nią kroku. Dziwne jest czuć na sobie spojrzenie stojąc w tłumie ludzi, ale jeszcze gorsze jest spojrzenie jednej osoby, kiedy nikogo nie ma dookoła. Tego właśnie musiałem doświadczać do czasu, aż Ivy kolejny raz nie odezwała się.

Ivy?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz