Basen. Największy roznosiciel zarazków, jaką znał świat. Nie lubię zarazków, jednak przystałem na zaproszenie dziewczyny, samemu w późniejszym czasie zastanawiając się dlaczego. Co ja sobie wyobrażałem? Może po prostu nie mam już co robić w domu: gry się znudziły, woda robi się nieuniknioną codziennością. Może. Pukam do drzwi pokoju dziewczyny, kiedy te dokładnie w tym samym momencie otwierają się.
***
Wychodzę z niewielkiej szatni do kilkanaście razy większego pomieszczenia, z wysoko zawieszonym sufitem w którym to znajduje się kilka basenów. Już przy samym wejściu przyrzekłem sobie, że dziś nie popływam. Woda każdego dnia - masakryczne nudy. Usadawiam się więc na jednym z leżaków nieopodal najdłuższego z basenów, oczekując mej towarzyszki. Kiedy w końcu wychodzi, ubrana w markowy strój kąpielowy jej wzrok od razu pada na mnie. Rusza w moim kierunku, cały czas wzrokiem przewiercając mnie na wylot. Robię to samo, do czasu aż nie staje przede mną.
- Co tu jeszcze robisz? Do basenu, już - rozkazuję surowym tonem, przez co Ivy wykonuję minę zbitego psa, po czym odwraca się na pięcie i podchodzi do jednego z podwyższeń basenu naprzeciw mnie.
- A ty masz zamiar tak leżeć tam cały czas? -pyta się mnie, niemalże przekrzykując cały szum pojawiający się w tym miejscu. Leniwie podnoszę się, po czym przysiadam na rogu basenu, zanurzając w nim same nogi.
- Przyszedłem tutaj jedynie cię zmotywować, pamiętasz? -posyłam jej złośliwy uśmieszek, a ta w końcu wskakuje do wody. Odsuwam się w porę, nie będąc ochlapanym. Ivy pokonuje całą długość jakby bez kropli potu na czole, po czym wraca do miejsca startu równie szybko. Powtarza to jeszcze dwa razy, aby potem dołączyć do mnie kładąc się na leżaku obok.
- Teraz pan, panie trenerze -kolejny raz uśmiecha się szeroko, ręką wskazując basen.
- Dziś nie mogę, można nazwać to niedyspozycją -podkreślam ostatnie słowo w wypowiedzi, co wywołuje śmiech u jasnowłosej. - Chodź ze mną jutro na wagary -rzucam nim ta uspakaja wybuch śmiechu, co dzieje się od razu. Pytające spojrzenie otacza mnie z każdej strony, a na całej sali jakby wszystko milknie. - Jedziemy jutro do miasta, to już ustalone -dodaję, po czym wstaję i udaję się do wyjścia. Ewidentnie spędziłem tu już zbyt wiele czasu. Niespodziewanie gdzieś z boku pojawia się Ivy i popycha mnie w kierunku wody. Zdążam rzucić jej wściekłe spojrzenie, nim wpadam całym ciałem w wodę. Chlor dobijający się do moich oczu powoduje ich zamknięcie, przez co potem nie widzę gdzie wypływam, Przecieram twarz mokrą ręką będąc już na powierzchni wody i podpływam do 'brzegu'. Wychodzę z wody poprzez udany teleport za plecy Ivy, wykonując tą samą czynność, którą uskuteczniła zwijająca się ze śmiechu dziewczyna. Wpada ona w wodę z dużym rozpryskiem, a ja znikam w szatni.
***
Resztę dnia jak i całą noc spędzam na podszkoleniu swoich umiejętności gitarzysty. Idzie mi to całkiem dobrze, muszę przyznać. Na dodatek nie budzę nikogo z tego samego budynku, tak mi się wydaje. Bo gdybym to zrobił, ktoś zapewne do godziny dziesiątej przyszedłby z tym do mnie. Nikogo nie było. Po śniadaniu składającego się z kilku tostów oraz soku pomarańczowego zakładam na siebie bluzkę z napisem "king" oraz koroną nad nim, ulubione spodnie w czarnym kolorze oraz rozpinaną bluzę. Dobijam się do drzwi Ivy, póki ta nie wychodzi z pokoju odstrzelona jak na imprezę. Karcę ją wzrokiem, po czym daję znak, aby się pospieszyła. Bus na nas nie poczeka, a ona teleportować się nie potrafi.
- Jak się spało? -rozpoczynam rozmowę, która trwać będzie jeszcze do czasu, aż nie wysiądziemy w mieście. W zasadzie mówiła Ivy, pytała mnie o niektóre rzeczy, jakby chciała poznać mnie na wylot. Co - oczywiście - nie ma prawa powodzenia. Przy okazji i ja dowiedziałem się kilku rzeczy o niej. Na sam początek udaliśmy się (a raczej ja zaprowadziłem ją) na śniadanie w uwielbionej przeze mnie jadłodajni, gdzie podawano chińszczyznę. Następnym krokiem było.. właściwie nie miałem przewidzianego żadnego następnego kroku, toteż nakazałem wymyślenie coś dziewczynie.
Ivy? Miało być tak pięknie.. i wyszło jak zawsze.
Ivy? Miało być tak pięknie.. i wyszło jak zawsze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz