wtorek, 25 października 2016

Od Daniela cd. Kayline

Dziewczyna podeszła do mnie z pytaniem, o co chodzi. Przez chwilę swój wzrok kierowałem nad jej głową, w kierunku znikającego w warsztacie mężczyzny. chciał się widocznie wymigać nie tylko od jej pytania, ale także kontaktu ze mną. Większość jego gatunku mnie zna. I to bardzo dobrze. Gdy całkowicie zniknął mi z oczu, spojrzałem z góry na dziewczynę, zadzierając lekko głowę w dół. Miała czarne oczy, które jakby błyszczały.
Widziałem jej aurę, ale nie jego. Zrozumiałem jej pytanie, wątpiłem, żeby byli rodzinę. Nawet tą najbliższą. To jest niemożliwe, aby on był Luksjaninem, kiedy ona ma tylko jakąś magiczną moc. Arumianie nie widzą ich aury, a dziewczyny widziałem. Ale w takim razie co miałem jej odpowiedź? Nie mogłem niczego wydać, on także tego nie mógł. Dlaczego? W obronie własnej, jak i takie są zasady naszej "inności". Nikt inny, kto nie zna Luksjan, Arumianin, nie wie, kim jest ta osoba, nie może się nic wydać. To zakazane, a kara to śmierć. I ja ją wykonam, jeśli wszystko powie. Bez wahania. Luksjanie są on nas silniejsi, ale tylko na początku. My mamy wyostrzone zmysły, szybkość, siłę, kiedy oni potrafią świecić jak żarówka. oślepiać i wysyłać w naszą stronę kulę energii. Wystarcz jeden Luksjanin, abym stał się silniejszy od wszystkich. Albo regularne żywienie się ludźmi, jak w moim przypadku. To jest praktycznie to samo, jednak bardziej niebezpieczne.
- Słyszysz mnie? - Kayline dalej próbowała ze mnie wydusić to, co tak bardzo chciała wiedzieć. Patrzyłem na nią zamyślony, dalej nie wiedząc co powiedzieć. A raczej zastanawiając się nad tym, czego nie mówić.
- To nie twoja sprawa mała - mruczę pod nosem. - Lepiej się w to nie wtrącaj - powiedziałem i jeszcze rzuciłem okiem na budynek, jednak już go nie zobaczyłem. Zniknął, jednak nie tak jak jego zapach, czy moja żądza energii. Musiałem się kimś posilić. Dłużej nie wytrzymam.
- Ale... - przerwałem jej.
- Jeśli chcesz, aby ten koleś żył, radź mu się do mnie nie zbliżać - nachyliłem się niebezpiecznie przy jej uchu, jakbym szeptał jakąś wiadomość, która miała zostać tylko między nami. Mój zimny oddech poczuła na karku, przez co poczułem, jak się wzdryga. Jej aura zmieniła kolor, a ja się wyprostowałem. - A ty się na chama niczego nie próbuj dowiadywać. Nie wtrącaj się w czyjeś życie, jeśli chcesz zachować swoje - powiedziałem wyraźne, podkreślając każde słowo.
Nie odpowiedziała. Milczała i stała na chodniku, jakby czekała na moje kolejne słowa.
Jeszcze raz spojrzałem ponad jej głowę, próbując dostrzec tego mężczyznę, jednak on się całkowicie ulotnił. Nawet z tego warsztatu. Czułem, że jego zapach się oddala, jest coraz ode mnie dalej, ucieka. Ale gdy nadejdzie potrzeba, odnajdę go i pożywię się nim. Będzie cierpiał, a ja nie będę miał litości. Zniszczę go... Nie za to, kim jest. Za to, że oni zrobili kiedyś nam. Moja uraza nie wygasa w parę dni, ani przez wiele lat.
Odwróciłem się, gdy zdałem sobie sprawę, że nic już tutaj nie zrobię. Odszedłem z tego miejsca, aby ugasić swój głód.

<Kayline?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz