poniedziałek, 24 października 2016

Od Daniela cd. Kayline

Nie wytrzymałem i byłem zmuszony do spożycia energii. Potrzebowałem jej. Zazwyczaj gdy czuje to pożądanie, po prostu biorę to i tyle. Tak jak w tym momencie.
Przede mną stał niższy ode mnie brunet. Nie znaliśmy się, ale zachowywaliśmy się tak, jakbyśmy byli od dawna znajomymi. Tak jakby. Patrzyliśmy się na siebie, jakbyśmy rozmawiali telepatycznie. Zaczęliśmy się do siebie zbliżać i nie pozwoliłem mu przejść. Pchnąłem go do ciemnej uliczki. Na chodniku nikogo nie było, a nikt z samochodu by nie dostrzegł co tutaj się działo. Nie było tutaj zbyt ciemno, ale szarość zasłaniała mi jego rysy twarzy. Przygwoździłem go i nie czekałem na żadne jego ruchy. Nawet mu na to nie pozwoliłem. Chwyciłem jego obydwie dłonie, przycisnąłem do ściany, a sam się do niego zbliżyłem, aby ograniczyć jego ruchy. Przez sekundę patrzyłem w jego oczy pełne strachu, po czym otworzyłem swoje usta i zacząłem wchłaniać jego energię. Fioletowa aura oznaczająca strach zanikała i w końcu przestała istnieć. On leżał na ziemi, a ja żwawym krokiem wyszedłem z uliczki. Przeszedłem na drugą stronę chodnika i kątem oka zauważyłem dziewczynę, która chowała się za ławką. Już miałem się na nią rzucić. To było głupie, chodzi mi o podglądanie, jak i taką beznadziejną sztuką kamuflażu. Rzucała się w oczy jeszcze bardziej, niż gdyby stała. Ale nie miałem na to czasu, chciałem jak najszybciej skończyć rozmowę z dyrektorem. Ale chciałem z niej także wydobyć te informacje. Zamieniłem się w cień i od razu znalazłem się w jego gabinecie.
Starszy mężczyzna jak zawsze mówił o tym samym. O mojej energii, abym się opanował, abym nie pozbawiał życia tylu ludzi. W sumie on nie ma nic do gadania. Nie ja wybierałem sobie swoją rasę, z której i tak jestem zadowolony. Moja wina, że czerpię radość i ulgę z wysysania energii ludzkiej? To silniejsze ode mnie i opanowanie w tym temacie w ogóle nie istnieje.
Po rozmowie postanowiłem wykorzystać to, że dziewczyny jeszcze nie było. Skąd to wiedziałem? Nie czułem jej obecności na korytarzu, a pokój był zamknięty. Oczywiście sztuka włamywania się dla mnie jest jak posmarowanie masłem bułkę. Równie dobrze bym mógł się bawić w rozwalanie całego zamka, ale to by mnie zdradziło. A wolałem, gdy zabawa się rozkręca. Zamieniłem się w cień i przeszedłem pod drzwiami. Było tutaj pusto, czyli dziewczyna jeszcze szła. Nie zdejmując butów wszedłem do jej pokoju. Ciekawiło mnie co mogła mieć w szafkach, także do każdej zaglądałem, nie zostawiając żadnych śladów po sobie. Kartki, książki, przybory szkolne, ubrania... i bielizna! Tutaj dłużej spędziłem czasu. Wyjmowałem jej każde majtki i stanik. No co? Nie jestem zboczeńcem, tylko facetem. A to różnica. Zboczeniec by się na nią rzucił i wykorzystał siłę, a ja wszystko składam i nie zostawiam po sobie żadnych śladów.
W końcu wyczułem jej zapach na korytarzu. Zniknąłem i schowałem się w kącie. Gdy weszła do pokoju, zamknąłem za nią drzwi, za nim ona to zrobiła. Jej aura zrobiła się fioletowa ze strachu, ale w końcu zmieniła swój kolor. Łaziłem w kółko poddenerwowany. Musiałem wydobyć z niej wszystkie informacje. Ale zamiast tego dowiedziałem się, że nic nie wiedziała. Pewnie myślała, że jej nie uwierzę. I w sumie bym tak zrobił, gdyby nie to, że widziałem jej aurę. Nie była pomarańczowa, co oznaczało kłamanie.
Nachylałem się blisko jej twarzy i uważnie patrzyłem jej w oczy.
- Radzę ci, więcej tego nie rób - zagroziłem słodkim głosikiem, przyciskając ją do ściany. Zadzierała głowę w bok, aby uniknąć mojego kontaktu wzrokowego, więc chwyciłem jej podbródek i zadarłem jej głowę do góry. - Na prawdę, nie wtrącaj się w nic - puściłem ją i odszedłem parę kroków do tyłu.
Skoro tu już byłem, trzeba było to wykorzystać. Wszedłem do jej pokoju i wygodnie rozłożyłem się na kanapie, zakładając nogi na stół. To była moja najwygodniejsza pozycja.
- To co na kolacje? - zapytałem jakby nigdy nic z zamkniętymi oczami. Rozkoszowałem się chwilą ciszy, ponieważ dziewczyna zamarła w bez ruchu. To było na prawdę piękne.

<Kayline?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz