Już wyszłam i miałam zamiar uciec stąd jak najdalej. Widok ludzi zaczął budzić we mnie niesmak... Miałam ochotę powystrzelać wszystkich z shotgun'a. No i...o co wczoraj chodziło? To pytanie było tak trudne, że nie umiałam sobie na nie odpowiedzieć. Idąc, wpatrywałam się we własne buty. Jednak zobaczyłam rozmyty cień, przez co uniosłam wzrok do góry. Wysoki chłopak patrzył na mnie, a ja na niego. Miałam ochotę go po prostu minąć, bez słowa, jednak zatrzymałam się obok niego, jednocześnie chcąc uniknąć jego wzroku. Moje usta otworzyły się, by coś powiedzieć, ale on mnie wyprzedził.
-Jeśli chcesz pogadać o wczorajszym, to moja odpowiedź brzmi "nie".
- Czemu od razu zakładasz że chciałam o to spytać? - prychnęłam. W sumie, nie wiem co chciałam powiedzieć. Może o tamto, a może po prostu się przywitać?
Ten, wzruszył ramionami- Bo tylko tego mogłem się spodziewać.
- A, dzięki!Czyli nie mogę się po prostu przywitać?- Wyrzuciłam ręce w powietrze i zaczęłam iść przed siebie.Teraz to on chciał coś powiedzieć, ale nie miałam ochoty już w ogóle się odzywać. Machnęłam niedbale ręką i szybko się stamtąd uwinęłam, by zdążyć na zamówioną przez mnie wcześniej taksówkę. Zostawiłam go już całkiem w tyle, więc nieco zwolniłam. W umówionym miejscu nikogo nie było...od 10 minut. Czekałam i czekałam i nic. Całkiem zdenerwowana, zaczęłam chodzić w kółko, zaciskając pięści. Autobusem musiałabym jechać ponad godzinę, auta nie mam, motor w naprawie...Co ja mam zrobić? Pójście na stopa jakoś mi nie podchodziło, a piechota to już w ogóle szaleństwo.
Chciałam już zrezygnować i wrócić do pokoju, jednak wpadła mi do głowy jedna myśl. Pewnie nie wypali, ale warto spróbować.
Widząc moją szansę, podeszłam do drzewa na którym On się opierał.
- Mam prośbę.- Stanęłam przed nim.
- Nie bardzo mnie to interesuje.- rzucił szybko, chcąc odejść. Ale zatrzymałam go, blokując mu drogę.
- Proszę...I tak nie masz co robić, więc co ci szkodzi? Poza tym, to nie zajmie długo. Obiecuję.- Niemal podskoczyłam, chcąc wyrazić swoją niecierpliwość.
- O co dokładnie chodzi?- Skrzyżował ręce i wrócił do swojej wcześniejszej pozycji. Przemyślałam to, co chcę powiedzieć.
- No...chcę pojechać w to miejsce.- Wyjęłam telefon i pokazałam mu mapę, z zaznaczonym jeziorem. Jego wzrok i kiwnięcie głową wskazywały na to, że wie gdzie to jest. Może nawet zna to miejsce?- Zamówiłam taksówkę, ale nie przyjechała, a autobusem jechałabym długo.
- I co? Ja mam cię podwieźć? Nie mam auta, sorry.- Uśmiechnął się sztucznie i wyminął mnie jednym, zwinnym posunięciem.
- No Daniel, no!- Krzyknęłam za nim.- Proooooszę!- Uśmiechnęłam się, starając się jakoś na niego wpłynąć. Jednak wiedziałam, że go nie przekonam. Odpuściłam, siadając bezwładnie na ławce obok. Może ten autobus o nie taki zły pomysł?
<Daniel?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz