Idąc z Devonem po raz kolejny przez dziedziniec, patrzę na mojego kolegę, który usilnie próbuje kontrolować swoje kroki tak, aby się nie teleportować. Doceniam ten gest i uśmiecham się pod nosem. Do tej pory wiedziałam tylko tyle, że lubi piwo i towarzystwo księżyca, potrafi kontrolować pogodę i się teleportować, no i najważniejsze czyli: chyba go irytuję ale mimo to stara się być dla mnie miły. Jest to trochę sprzeczne ale to jedyne, co udaje mi się wymyślić.
Prowadzę go korytarzem akademika wschodniego, w którym mieszka ‘moje narzędzie’ –mówiąc brzydko i niedosłownie. Potrafi ono być niewidzialne, co jest mi w tej chwili niezbędne, więc pukam zdecydowanie w drewniane, białe drzwi pokoju nr 145.
Cisza.
Patrzę, czy aby mojemu koledze nie znudziło się aby łażenie za mną w niewiedzy. Ale on jest. Stoi z mną i obserwuje moje poczynania. Pukam ponownie. Po kilku sekundach w drzwiach ukazuje mi się Sara – moja najczęstsza dostawczyni fajek i jedna z najbliższych osób w Akademii. Teraz stoi przede mną w pudrowo-różowych, koronkowych majtkach i białej bluzce z nadrukiem pluszaka . Te miśki mnie dziś prześladują czy jak?
-Lil? –mówi spokojnie i lustruje wzrokiem mojego towarzysza przeżuwając głośno gumę. –Nowy kolega? –dodaje, po czym rzuca mi wymowne spojrzenie i kilka razy szybko unosi i opuszcza brwi.
Roześmiałam się.
-Nie zgrywaj się, gówniaro. Mam sprawę. A właściwie to my mamy. –skinęłam głową na Devona.
-Zapraszam. –odparła i uchyliła szerzej drzwi z uśmiechem ukazującym rzędy białych zębów. Jej pokój był… odzwierciedleniem jej duszy. Totalny bałagan. Wszędzie książki, ubrania, talerze. Odwróciłam się, żeby się z niej ponabijać, kiedy ujrzałam, że obie mi znajome istoty obserwują się bacznie. Wzrok Sary utkwiony był w nadgarstkach chłopaka, natomiast Devon patrzył dziewczynie prosto w oczy. Wyglądało to trochę jak jakiś nieumiejętny rodzaj stopklatki.
-Ughm? –odchrząknęłam sztucznie. Ich zmieszane spojrzenia powędrowały w różne kąty pokoju. -Sara musisz mi pomóc.
***
Staliśmy pod oknem budynku akademii, w której mieścił się pokój nauczycielski. To, co zmierzaliśmy zrobić najprawdopodobniej nie jest hm, legalne i chwalone. Jednak mam swoje powody. Wypowiedzi nauczycieli, które usłyszałam na korytarzu, przy mojej szafce, kiedy byłam w szkole z Davonem powinny nigdy nie ujrzeć światła dziennego. Pan Rohan i Lancowski szli po szkole jak gdyby nigdy nic i rozmawiali o uczniu. Nie, nie rozmawiali. Oni go omawiali. Czy ludzie naprawdę myślą, że jak obgadują kogoś w centrum szkoły –nawet jeśli w języku starożytnym (pomijając fakt, że uczymy się go od nich na lekcjach) –to naprawdę nikt tego nie usłyszy? Żenua. Przemieszczali się, więc nie zdążyłam usłyszeć całej rozmowy. Tylko jej ważny fragment. To właśnie próbuję teraz nadrobić.
-Okey. Plan jest taki: Devon staje przy ścianie szkoły, pod oknem. Ty, Sara –gestykulując wskazałam dziewczynę i przeniosłam palec na głowę Devona. –wejdziesz mu na ramiona. Tylko błagam trzymajcie się siebie mocno! –powiedziałam, kiedy oni ponownie wpatrywali się w siebie z niewyraźnymi minami. –No. Ja będę stać na czatach. Ach! Zapomniałabym. Sara. Jak już będziesz stać przy oknie, postaraj się podsłuchać rozmowę nauczycieli. –dodałam gdy dziewczyna już gramoliła się na muskularne ramiona Devona.
Obserwowałam ścieżkę za rogiem, co chwilę spoglądając na moich towarzyszy. A raczej towarzysza, bo tylko jego widziałam. Stał dumnie wyprostowany, z kamienną twarzą. I mimo, że wiedziałam, że zaciska zęby i zaczyna się pocić balansując z ciałem mojej koleżanki na barkach – on twardo udawał niezwyciężonego. Uśmiechnęłam się. Dlaczego tak mu na tym zależy? Kiedy byłam u niego w pokoju, ukazał mi najprawdziwszą cząstkę siebie. Był rzeczywisty. Żartował, drażnił się ze mną, pił piwo, okazywał uczucia. Tutaj, na zewnątrz, przy ludziach zakłada swoją własną maską, która pokazuje jego hardość, indywidualizm i tę cholerną powagę.
Kiedy odwracam wzrok, widzę już Sarę. Stoi przed Devonem, na którego twarzy gości wyraźna ulga.
-I co? – pytam.
-Cicho! –gani mnie dziewczyna i rzuca spojrzeniem na okno. –W pokoju.
***
-Co słyszałaś? –pytam ponownie, kiedy jesteśmy już u mnie w pokoju.
-Rozmawiali. –mówi dziewczyna dziwnie cichym, wyhamowanym i spokojnym głosem. –Rozmawiali o nim. –dodaje i wbija wzrok w Devona.
<Devon? Ja tylko ok. 764 słów wybacz :3>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz