Zerknąłem na chłopaka, nie do końca pewien czy żartuje czy teraz jest całkiem poważny, jednak jego twarz nie wyrażała żadnych głębszych emocji. Uniosłem więc do góry brew i uznając, że jednak nie wydaje się aż tak arogancki uśmiechnąłem się ciepło i z cichą nadzieją, że jednak mi pomoże, mruknąłem, lekko:
- Nie rób mi tego - jednak zaraz po tych słowach mogłem odetchnąć z ulgą , bo chłopak sięgnął po jedną ze starych ksiąg i usiadł na biurku naprzeciwko mnie. Spojrzałem w górę po raz kolejny czując tę ogromną różnicę w naszym wzroście - Czuję się niski - burknąłem, chcąc nieco ożywić panującą w bibliotece atmosferę. W okół nas rozrzucone były wszystkie potrzebne nam przedmioty, jednak żadnego nazwy nie umiałem przywołać. Zagryzłem dolną wargę przyglądając się dwóm, leżącym przed nami książkom. Cisza jaka zapanowała była przynajmniej w mojej ocenie zbyt uciążliwa bym nie spróbował jej przerwać...
- Lubisz czytać? - spytałem układając w kolejności strony starego wydania mitologii, swoją drogą po jej otwarciu kartek wypadło zdecydowanie więcej niż zostało w środku. Fuknąłem na swoje włosy z irytacją obserwując jak kłęby kurzu unoszą się do góry gdy tylko dotknąłem jakiejś kartki.
- Lubię i wolałbym, żebyśmy zrobili to w ciszy - odparł swoim dość niskim głosem, na moment przerywając wykonywaną czynność. Czyli jednak moja próba była dość nieudolna.
- Zgadzam się - odparłem, wracając do otrzepywania przy otwartym oknie kartek. Niektóre z nich były tak brudne, że nie widać było na nich liter, inne były zupełnie starte więc ów tekst trzeba było uzupełniać. Najgorsze było naprawianie okładek. Ciągnące się w nieskończoność grzebanie w różnego rodzaju papierach by oddać ich pierwowzór. Nauczyciel co jakiś czas zaglądał do nas by sprawdzić czy jeszcze nie uciekliśmy od pokrytych drukiem stronic jednak ani mi, ani jak mi się zdawało Aleksandrowi nie spieszyło się chyba aż tak bardzo.
- Ismael, pozwól na chwilę, mam dla Ciebie kartę biblioteczną - ciepły głos pana Samstela rozległ się po wnętrzu jego królestwa.
- Przepraszam na chwilę - mruknąłem z zamyśleniem i w zbyt dobrym humorze wymieszanym z lekkimi podskokami podbiegłem do wytatuowanego, czarnowłosego bibliotekarza odbierając od niego szeroki uśmiech i wspomniany dokument.
- Ismael? To dość nietypowe imię - odezwał się Olek, gdy udało mi się w końcu usiąść na krześle po turecku.
- Jakbym był uchodźcą - mruknąłem nieco zażenowany własnymi danymi osobowymi.
- A nie jesteś? - spytał z cynizmem i delikatnym uśmiechem na twarzy. Zaśmiałem się cicho kierując na niego swoje brązowe spojrzenie. - Z jakiego kraju pochodzisz?
- Z Australi, z Perth - odparłem wykorzystując chwilę przerwy i luźnej rozmowy na wyciągnięcie zdrętwiałych, kościstych rąk. Niestety dalsza rozmowa nie była możliwa bo po szkole rozległ się charakterystyczny dzwonek zakończenia ostatniej lekcji, a tym samym naszej pracy na dziś. Po potwierdzającej to informacji od nauczyciela, zebrałem wszystkie rzeczy, zanosząc je do schowka, kiedy Aleksander odnosił skończone książki na odpowiednie półki.
Odpuszczając sobie czekanie na chłopaka, krzyknąłem "cześć" oraz "do widzenia" już przy wyjściu po czym ruszyłem przez szkolne korytarze prosto do automatu z gorącą czekoladą, na którą od rana miałem ogromną ochotę.
Pech chciał, że zaraz po jej wyjęciu zza mojej osoby wyłoniła się o chyba głowę wyższa postać, z którą chwilę temu naprawiałem książki w bibliotece i kiedy odwróciłem się z zamiarem odejścia zawartość kubka wylała się na chłopaka.
- Ja przepraszam, przepraszam nie chciałem - zacząłem lekko zdenerwowany oceniając straty - Zaraz przyniosę ręcznik - nie próbując nawet spojrzeć na wyraz twarzy chłopaka, popędziłem do pobliskiej łazienki, w której jak zapamiętałem znajdowały się dodatkowe ręczniki zapewne dla takich nieudaczników jak ja.
Przewidzieli, że się tu kiedyś znajdę.
Aleksander?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz