Siedząc w pokoju zacząłem żałować, że naskoczyłem na chłopaka, przecież nie zrobił mi nic złego, a ja zachowałem się jak nie wychowany bachor.
Co nie zmienia faktu, że to co powiedziałem było prawdą, nie lubiłem tego, takich osób, dla których najważniejsi byli oni sami. Jednak idąc do biblioteki po skończonych lekcjach żywiłem cichą nadzieję, że jednak spotkam tam niebieskookiego blondyna.
Musiałem się jednak mocno zawieść bo jedyna obecną w bibliotece osobą był nauczyciel, prowadzący bardzo żywą rozmowę przez telefon. Zbliżyłem się do biurka czekając aż pan Samstel odłożyć telefon.
- Dzień dobry - uśmiechnąłem się szeroko palcami stukając w blat biurka gdy ten odłożył słuchawkę - Był tu może Aleksander? - spytałem nie odrywając wzroku od zapisanej kartki leżącej pod ręką starszego.
- Ten chłopak co był z Tobą wczoraj? Nie widziałem go dzisiaj - wzruszył ramionami, wlepiajac we mnie spojrzenie jak gdyby czekał, aż powiem coś jeszcze.
Nie wiedząc jak podtrzymać rozmowę skinąłem głową i udałem się do stolika, przy którym pracowaliśmy wczoraj.
- Sam tego nigdy nie skończę - mruknąłem do siebie, zgarniając z otwartej szafki wszystkie potrzebne mi rzeczy. Otworzyłem książkę, której nie udało mi się skończyć wczoraj i wróciłem do ręcznego poprawiania druku.
- Mogę to wypożyczyć? - usłyszałem przyjemny głos tuż nad sobą przez co kompletnie wyrwany z transu w jaki wpadłem uniosłem głowę by dostrzec burzę blond włosów, jasne oczy i okalający twarz zarost.
- Nie jest jeszcze skończona - mruknąłem pod nosem chcąc pokazać jak bardzo urażony nadal jestem, jednak szeroki uśmiech na twarzy chłopaka, uniemożliwił mi utrzymanie powagi.
- No nie bądź zły - usiadł na krześle obok mojego i nie pytając o nic, ani nie mówiąc nic więcej zaczął przekartkowywać grube dzieło, bardzo się nad czymś zastanawiając. Wszystko było dobrze, dopóki uwagi Olka nie przyciągnęła leżąca na stoliku kartka, bez pozwolenie zgarnął ją i zaczął czytać co przyjąłem że zdenerwowaniem.
- Oddaj to... - poprosiłem wyciągając dłoń w stronę papieru, przeszkodziła mi w tym jednak długa ręką mojego towarzysza - Jesteś podły - warknąłem gdy wyrwałem ze wścibskich rąk chłopaka przedmiot i wcisnąłem do kieszeni kurtki.
Moje wiersze zawsze były bardzo... osobiste, czułem się dziwnie gdy ktoś poza mną miał je w dłoniach. Blondyn nie zareagował jednak na żadną z moich uwag i w zdecydowanie dobrym humorze wrócił do naprawiania okładki.
Czas minął dość szybko, pożegnałem się z chłopakiem szybciej niż wczoraj, gdy wytłumaczył się sprawami prywatnymi w co wolałem nie ingerować.
Mieliśmy nawet umówić się na powtórkę wczorajszej rywalizacji co kompletnie wyleciało mi z głowy gdy chłopak opuścił pomieszczenie. Wielkimi krokami zbliżała się godzina kolacji, swoją drogą to dość dziwne, że cała szkoła każdy posiłek jadła razem. Zastanawiając się nad tym dłuższą chwilę podążyłem przez szkolny budynek by dostać się na drugi jego koniec.
Wielka, ozdobna sala przypominała mi tę z Harrego Pottera, jednak zamiast pogody na suficie widziałem wielkie malowidła przedstawiające sceny z mitologii.
Obserwując każdą z nich zbliżyłem się do miejsca obok dziewczyny mniej więcej mojego wzrostu imieniem Laura, nie chodziła że mną do klasy, była starsza jednak tak samo jak Aleksandra poznałem ją pierwszego dnia w bibliotece.
Wspomnianego blondyna również dostrzegłem w tłumie uczniów, zwrócony do mnie bokiem raczej nie dostrzegł mojej osoby.
Cóż. Jego nie trudno było wyróżnić z tłumu.
- Na co się patrzysz? - Laura szturchnęła mnie w bok dając mi do zrozumienia, że poraz kolejny tego dnia kompletnie odleciałem.
- Na nic - odparowałem spoglądając na dziewczynę.
- Jesteś ostatnio jakiś nieobecny - mruknęła odwzajemniając moje spojrzenie. Wzruszyłem ramionami nie do końca pewien co obchodzi ją mój stan zdrowia.
- Widzisz tego chłopaka na przeciw nas? - spytała nagle odbiegając od tematu. Widziałem jak zaciska wargi, a na jej czoło wpływają krople potu, dziwnie zestresowana patrzyła na mnie proszacym wzrokiem.
- Tak, nie trudno go nie zauważyć przy tym wzroście. Ma na imię Aleksander czasem mijam go w bibliotece - moja odpowiedź była dość wymijająca, nie miałem zamiaru wdrażać jej w moją znajomość z chłopakiem, tym bardziej, że wiedziałem w jakim kierunku zmierza rozmowa.
- Dasz mu to? - spytała. Dziewczyna pochyliła się nad swoim plecakiem i z jednego zeszytu wyjęła małą, różową kopertę, na której napisany był krótki dość wierszyk.
Choć chyba w tym momencie obrażam każdą poezję rymowaną, porównując do niej tę plątanine słów.
- Co jest w środku? - spytałem dość bezceremonialnie.
- Nie Twoja sprawa, po prostu mu to daj. - warknęła zła i zgarniając swoje rzeczy niemal wybiegła z sali, swoim zachowaniem przyciągając przy tym wzrok innych uczniów. Przewróciłem oczami nieco rozbawiony, wsadziłem jednak list do kieszeni oczekując, aż blondyn skończy posiłek i sam rozpocznie powrót do pokoju.
**
Przez moje krótkie, w porównaniu z Aleksandra nogi by pokonać dzielącą nas odległość musiałem podbiec i chwycić go za ramię by znowu nie przyspieszył.
- Poczekaj - wydyszałem zmęczony pościgiem. Olek wyjątkowo rozbawiony zatrzymał się jednak pozwalając mi odetchnąć. - Mam Ci to dać od Twojej cichej wielbicielki - wręczyłem mu kopertę z kamiennym wyrazem twarzy, nie do końca zadowolony z takiego obrotu spraw. Może i powiedziałem to bez żadnego większego wstępu jednak po pierwsze, nie chciałem tego dawać, po drugie Laura nie prosiła mnie bym przed tym wygłosił jakiś wzruszajacy monolog.
Aleksander?
Jak tylko pozbede się gorączki to wszystko ładnie rozwine, wybacz brak weny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz