poniedziałek, 7 listopada 2016

Od Aleksandra C.D. Ismaela

Chwyciłem za koszulkę by odciągnąć ją trochę od ciała. Ciecz była gorąca, naprawdę. Ismael już w kilka chwil był z powrotem. Nie jestem pewien jak ręcznik miał pomóc, kiedy materiał już dawno pochłonął jego napój. Stwierdziłem, że najlepiej pójdę się przebrać. Nie uprzedzając chłopaka, próbującego zetrzeć plamę, ruszyłem na poszukiwanie swojego pokoju. Problem w tym, że nie
do końca pamiętałem gdzie ów pomieszczenie się znajduje.
- Dokąd idziesz? - zapytał przyśpieszając kroku, żeby móc mi dorównać.
- Trudno chodzi się na takich krótkich nóżkach? - parsknąłem lekko i od razu wróciłem do poprzedniego pytania. - Zmienić koszulkę. Wiesz może gdzie są dwuosobowe pokoje?
- Chyba - zamyślił się na chwilę i dodał pośpiesznie. - Ale jak chcesz, to do mnie bliżej. Mogę ci pożyczyć.
Zatrzymałem się, rzuciłem badawczym spojrzeniem, marszcząc brwi, a w odpowiedzi otrzymałem wzruszenie ramionami błękitnookiego. Przytaknąłem i wskazując dłonią kazałem mu prowadzić. Po drodze do jego czterech ścian kilka razy zahaczyłem o buty chłopaczka pośpieszając go przy tym.
Moim oczom ukazały się proste, białe drzwi z małą, złotawą piątką na środku. Ismael po kolei łapał za kieszenie spodni szukając kluczy i faktycznie znalazł je tam. Gdy tylko otworzył wejście postrzegłem podobną kolorystykę. Biel biła z mebli i ścian jakbym wpadł do nieba. Ciekawe, że gustuje w takim wystroju wnętrz, a ubiór to całkowite przeciwieństwo.
- Zaczekaj chwile. - rzucił torbą o podłogę i zniknął z mojego pola widzenia, by wrócić chwilę potem z czystym, czarnym t-shirtem.
Wręczył mi go uśmiechając się od ucha do ucha i nawet przez sekundę nie odwrócił spojrzenia.
- Będziesz tak na mnie patrzył? - zapytałem nie wiedząc czy mogę już się przebrać czy czekać na sygnał z niebios.
- A, tak! Sory... - odwrócił się w poszukiwaniu sensownego zajęcia. Zdawało się jakby był speszony tą sytuacją.
Złapałem za dolny koniec ubrania, uprzednio chwytając podarunek między nogami i sprawnie zdjąłem przez głowę mokrą część garderoby. Próbowałem założyć nową koszulkę, ale była z lekka ciasna. Chłopak prawdopodobnie obserwował mnie kontem oka, bo usłyszałem jego cichy śmiech. Już miałem pytać o co chodzi, kiedy spostrzegłem, że wyglądam co najmniej idiotycznie. Ubranie było totalnie za małe, opinało cały tułów i ledwo sięgało bioder. Uśmiech wymieszał się z zażenowaniem na mojej twarzy. Po raz kolejny tego dnia pozbyłem się górnej części odzienia. Teraz już nawet nie zwróciłem uwagi na reakcje Ismaela, bo moją atencję zdobyły instrumenty.
- Grasz? - odsunąłem klapę z pulpitu pianina i przejechałem po palcem po klawiszach.
- Myhm.. - przytaknął.
- Głupie pytanie, po co Ci by to było. - skarciłem siebie samego przewracając oczyma.
Zająłem miejsce na drewnianym taborecie wybijając pojedyncze akordy. Pochwyciłem kilka kartek leżących na instrumencie i zacząłem przeglądać.
- Mógłbyś zostawić? - zapytał, choć brzmiało to jak niepewny rozkaz.
- Nie. Tworzysz coś? - kąciki ust uniosły się mimowolnie.
Ismael?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz