do końca pamiętałem gdzie ów pomieszczenie się znajduje.
- Dokąd idziesz? - zapytał przyśpieszając kroku, żeby móc mi dorównać.
- Trudno chodzi się na takich krótkich nóżkach? - parsknąłem lekko i od razu wróciłem do poprzedniego pytania. - Zmienić koszulkę. Wiesz może gdzie są dwuosobowe pokoje?
- Chyba - zamyślił się na chwilę i dodał pośpiesznie. - Ale jak chcesz, to do mnie bliżej. Mogę ci pożyczyć.
Zatrzymałem się, rzuciłem badawczym spojrzeniem, marszcząc brwi, a w odpowiedzi otrzymałem wzruszenie ramionami błękitnookiego. Przytaknąłem i wskazując dłonią kazałem mu prowadzić. Po drodze do jego czterech ścian kilka razy zahaczyłem o buty chłopaczka pośpieszając go przy tym.
Moim oczom ukazały się proste, białe drzwi z małą, złotawą piątką na środku. Ismael po kolei łapał za kieszenie spodni szukając kluczy i faktycznie znalazł je tam. Gdy tylko otworzył wejście postrzegłem podobną kolorystykę. Biel biła z mebli i ścian jakbym wpadł do nieba. Ciekawe, że gustuje w takim wystroju wnętrz, a ubiór to całkowite przeciwieństwo.
- Zaczekaj chwile. - rzucił torbą o podłogę i zniknął z mojego pola widzenia, by wrócić chwilę potem z czystym, czarnym t-shirtem.
Wręczył mi go uśmiechając się od ucha do ucha i nawet przez sekundę nie odwrócił spojrzenia.
- Będziesz tak na mnie patrzył? - zapytałem nie wiedząc czy mogę już się przebrać czy czekać na sygnał z niebios.
- A, tak! Sory... - odwrócił się w poszukiwaniu sensownego zajęcia. Zdawało się jakby był speszony tą sytuacją.
Złapałem za dolny koniec ubrania, uprzednio chwytając podarunek między nogami i sprawnie zdjąłem przez głowę mokrą część garderoby. Próbowałem założyć nową koszulkę, ale była z lekka ciasna. Chłopak prawdopodobnie obserwował mnie kontem oka, bo usłyszałem jego cichy śmiech. Już miałem pytać o co chodzi, kiedy spostrzegłem, że wyglądam co najmniej idiotycznie. Ubranie było totalnie za małe, opinało cały tułów i ledwo sięgało bioder. Uśmiech wymieszał się z zażenowaniem na mojej twarzy. Po raz kolejny tego dnia pozbyłem się górnej części odzienia. Teraz już nawet nie zwróciłem uwagi na reakcje Ismaela, bo moją atencję zdobyły instrumenty.
- Grasz? - odsunąłem klapę z pulpitu pianina i przejechałem po palcem po klawiszach.
- Myhm.. - przytaknął.
- Głupie pytanie, po co Ci by to było. - skarciłem siebie samego przewracając oczyma.
Zająłem miejsce na drewnianym taborecie wybijając pojedyncze akordy. Pochwyciłem kilka kartek leżących na instrumencie i zacząłem przeglądać.
- Mógłbyś zostawić? - zapytał, choć brzmiało to jak niepewny rozkaz.
- Nie. Tworzysz coś? - kąciki ust uniosły się mimowolnie.
Ismael?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz