Tak naprawdę nie miałem ochoty rywalizować w tej dyscyplinie. Zaniedbywałem bieganie, bo po prostu tego nie lubiłem. Szanse, więc były dosyć wyrównane, a nie byłem pewny czy moje ego zniesie porażkę z kimś wiele słabszym. Ostatecznie zgodziłem się i wspólnie wyznaczyliśmy trasę wokół akademii. Zająłem miejsce powoli odliczając, by lekko zestresować przeciwnika. Start.
W pierwszych chwilach znacznie prowadziłem do czasu, gdy Ismael powoli zaczął się rozpędzać doganiając mnie. Nie chciałem pozwolić na triumf z jego strony, więc spiąłem mięśnie nóg jeszcze bardziej przy okazji próbując stawiać coraz to większe kroki. Nie dawał za wygraną. Zdecydowanie za ostro wszedłem w zakręt. Nie zwolniłem, przez co poplątały mi się nogi. Dosadnie uderzyłem
całym ciałem o zimne i wilgotne podłoże. Z zielonobrązowym ubraniem i delikatnie zdartymi przedramionami oraz wewnętrzną stroną dłoni począłem wstawać z ziemi. Chłopak, usłyszawszy krzyk, od razu zawrócił. Bardziej przejął się mną, niż możliwością spokojnego zwycięstwa.
- Żyjesz? - spytał podając mi pomocną dłoń.
- Ta.. - burknąłem i otrzepawszy się mniej więcej po raz kolejny rzuciłem się do biegu.
- Ej! - Ismael wyraźnie zdziwiony zwrotem akcji, nie zastanawiając się długo, także wrócił do rywalizacji.
Przekraczając linie mety opadłem na grunt okropnie dysząc. Przerosło mnie to i przypuszczam, że gdyby nie mały wybryk na trasie przegrałbym to.
- To nie było fair. - wysapał oburzony.
- Życie nie jest fair. - odparłem dosyć poważnie, a mój oddech nie miał zamiaru zwolnić.
Chłopak oddalił się znacznie i usiadł na murku. Niby tylko w poszukiwaniu miejsca na odpoczynek, ale czułem, że coś nie gra.
- Nie zrobiłem tego specjalnie! - krzyknąłem, by dzieląca nas przestrzeń nie pochłonęła moich słów.
Zmieniłem pozycje w siedzącą, wpierajac się rękami w ziemię. Nie dostałem odpowiedzi.
- Jesteś zły?! - znów nic.
Dźwignąłem ciężar swojego ciała. Powoli zbliżyłem się i zajął miejsce obok. Nie chciał nawet złapać ze mną kontaktu wzrokowego. Stwierdziłem, że pozaczepiam go zwykłym szturchaniem.
- Czemu taki jesteś? - zapytał kierując spojrzenie w moją stronę. Wiatr delikatnie rozwiewał jego czuprynę, a zaczerwienione od zmęczenia policzki tworzyły idealny kontrast z bladą cerą.
- Jaki?
- Nie wiem, taki chamski. - burknął podciągając kolana pod brodę i opierając na nich buzię. - Zawsze musi być jak ty chcesz.
- Dobrze się wtedy czuję. - odetchnąłem głęboko. Podparłem głowę o ogrodzenie, splotłem dłonie bacznie obserwując poczynania Ismaela.
- Ale ja nie. - głos mu się załamał, a powietrze z ust zmieniło postać w parę. Robiło się coraz później, przez co coraz zimniej.
- Pójdę już. - wstał i odszedł bez pożegnania.
***
Dopadło mnie jakieś przygnębienie. Było mi po prostu źle i dobrze wiedziałem dlaczego. Udałem się na zajęcia z cichą nadzieją, że spotkam chłopaka na lekcjach. Niestety, nie uczestniczył w tych samych wykładach co ja. Różnica wieku? W sumie, nigdy go o to nie pytałem. Na szczęście przypomniałem sobie o jedynym miejscu gdzie mógłbym go znaleźć.
Nie spodziewałem się, że czas może aż tak się dłużyć. Nauczycieli nie słuchałem kompletnie. Zajmowałem się studiowaniem, choć trafniejszą nazwą byłoby bazgraniem, anatomii dłoni i rozmyślaniem co mógłbym powiedzieć.
Dźwięk ostatniego dzwonka rozbrzmiał w moich uszach. Sprawnie spakowałem wszystko do plecaka i szybkim tempem, lecz nie biegiem dotarłem pod drzwi biblioteki. W pierwszej sekundzie miałem zamiar wpaść i narobić dosyć dużo szumu wokół własnej osoby, ale uznałem za lepsze wpełźnięcie do pomieszczenia będąc nie zauważonym. Złapałem za klamkę, powoli i delikatnie ciągnąć ją w dół.
Wślizgnąłem się zręcznie przez uchylone wejście i ukryłem się między półkami. Przyuważyłem, że zajmuje miejsce przy naszym ostatnio zrobionym bałaganie.
- Mogę to wypożyczyć? - zapytałem uśmiechając się od ucha do ucha dzierżąc wczorajszą, niedokończoną lekturę.
Ismael?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz