wtorek, 8 listopada 2016

Od Daniela cd. Kayline

Miałem ochotę ją dobić, jednak postarała się. Nie wydała samej siebie, dobrze udając tą głupotę. Jakie ja mam szczęście, że od zawsze kłamałem Lukowi w wielu sprawach, dzięki czemu on nie widzi u mnie różnicy między prawda, a kłamstwami. Można by rzec, że u mnie to jedno i to samo, albo czegoś w ogóle nie było. Nie byłem pewny co do zostawienia ich samych. I nie chodziło mi tu o jej zdrowie, czy bezpieczeństwo, a o Luku nawet nie pomyślałem. Nikt nie wie jakie ma zdolności i czy je w ogóle mam, ale jestem pewny, że za nim dziewczyn zdąży cokolwiek zrobić, on wykona ruch pierwszy. I będzie po niej, po mnie, po nas.
Stałem przy drzwiach opierając się o ścianę i powoli się niecierpliwiąc, gdy w końcu ujrzałem jej twarz. Oświadczyła mi, że chłopak chce zemną pogadać. Skinąłem głowa, po czym otworzyłem szerzej drzwi. Luk kazał Kayline wyjść, ale ja się na to nie zgodziłem.
- Znasz zasady tutaj panujące. Nie mam zamiaru narażać mojej dziewczyny na jakiegoś oblecha - warknąłem nie chowając złości.
- To co ty z nią wcześniej zrobiłeś? - zapytałam lekko roześmiany. Zmarszczyłem brwi i złapałem delikatnie jej dłoń, nie pozwalając jej wyjść. Z jednej strony, to była prawda. Mogła być narażona na gwałt, ale z drugiej strony chciałem tylko pokazać, co czuje do niej przy Luku. Im bardziej będzie w to wierzył, tym lepiej dla mnie.
- Z barmanem. Zagroziłem mu - oświadczyłem.
- To do ciebie podobne - zaśmiał się, a ja kontynuowałem.
- Ale są od niego silniejsi i już wtedy nie zbyt sobie radził - przyciągnąłem do siebie dziewczynę i postawiłem ją przed sobą. Objąłem ją mocno, jakby była tylko moją własnością. Luk się zgodził na jej zostanie. Zamknąłem drzwi. Chłopak zeskoczył ze stołu i podszedł do okna. Założył ręce z tyłu i przypatrywał się temu, co było za szybą.
- Czyli chcecie dostać tak zwaną "nietykalność"? - zapytał, chociaż dobrze o tym wiedział. Oboje przytaknęliśmy. Trzymałem dziewczynę za rękę, trzymając brodę na jej głowie. - Masz szczęście, że ci wiszę dług. Normalnie tego nie powinienem - odwrócił się w naszą stronę. Poczułem ulgę, zapewne podobnie jak ona. - Ale nikomu nie zdawajcie relacji z naszej rozmowy. Jeśli się dowiedzą, że uległem, to po mnie - palcem przejechał sobie po szyi ukazując swoją śmierć, po czym posłał nam uśmiech. Kazał zostać tutaj jakoś na godzinę, za nim on nie wróci. Zgodziliśmy się na to. Gdy wyszedł, nie puszczałem dziewczyny.
- On już wyszedł. Możesz puścić - szepnęła Kayline, jakby była pewna, czy to prawda. Zaśmiałem się cicho.
- Mogę, ale tak mi wygodnie kochanie - szepnąłem jej do ucha nadgryzając jej płatek ucha. Ciekawiła mnie jej reakcja, która na pewno wywoła u mnie rozbawienie. Trzymałem ją mocno w swoim uścisku, dalej za dłonie.

<Kayline?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz