wtorek, 8 listopada 2016

Od Ismaela C.D Aleksandra

- Oddaj to - mruknąłem zdenerwowany chcąc zabrać chłopakowi zapisane kartki. Wziąłe te zwierszami i raczej nie chciałem żeby ktoś poza mną ich dotykał. Jednak próba zbliżenia się do chłopaka zakończyła się komoletną porażką.
Nic dziwnego, jego ręce przy moich również wydawały się dużo dłuższe. - Proszę Cię nie czytaj tego - jęknąłem słabo, jednak on nie reagował i dopiero po dokładnym przejrzeniu wszystkich kartek odłożył je na miejsce, szczególnie ich nie komentując.
- Jesteś wredny - skwitowałem z grymasem na twarzy, co wywołało u chłopaka wyraźne rozbawienie.
- Zagraj mi coś - poprosił, czego od razu odmówiłem. Jak się okazało nasze próby walki były dla mnie sporym błędem i siłą zostały mi wręczone skrzypce. Usiadłem i z wypisaną na twarzy złością położyłem instrument na ramieniu przypominając i przypominając sobie pierwszą lepszą melodię zacząłem grać. Pierwsze dźwięki, które wydobyły się z instrumentu jak zwykle przyniosły ukojenie moim skołatanym nerwom.
Piękna melodia w nieco gorszym wykonaniu otoczyła naszą dwójkę żadnemu z nas nie dając prawa głosu dopóki się nie skończyła. Odetchnąłem cicho i z ogromną delikatnością odłożyłem przedmiot na łóżko i odwracając się do blondyna wypiąłem mu język.
- Odprowadzić Cię? - spytałem na co przytaknął.
- A wiesz gdzie iść? - dodał niebieskooki przez co moja pewność co do umiejętności orientacji w terenie znacznie osłabła.
- Chyba tak - wzruszyłem ramionami, wspólnie z wyższym opuszczając swój pokój. Po drodze zgarnąłem czarną, skórzaną kurtkę i narzuciłem na ramiona.
- Przepraszam za tę bluzkę, naprawdę lepszej nie mogłem znaleźć. - rzuciłem nagle próbując się przy tym nie uśmiechnąć.
Nie miałem zbyt szczególnej ochoty na jaknajszybszy powrót do pokoju więc pokręciłem się trochę po szkole przedłużając swoją podróż z chłopakiem. Większość uczniów spędzała teraz czas w swoich pokojach lub na dworze przez co w ciągu naszej drogi nie minęliśmy ani jednej żywej duszy.
Rozmowa na mało zobowiązujące tematy, przynajmniej w mojej ocenie kleiła się i szła w dobrym kierunku.  Chłopak przestał dość przerażać tak samo wzrostem jak i charakterem i wydał mi się teraz znacznie bardziej przyjazny niż na początku...
Miałem nadzieję, że tak było.
Miałem nadzieję, że i on jeszcze nie stwierdził, że jestem okropnym i niegodnym uwagi chłopakiem.
W końcu jednak stanęliśmy przed drzwiami, z pozoru takimi samymi jak wszystkie tylko jeszcze puste, nieozdobione. Na ich środku widniała biała, otoczona plastikową ramką kartka ze schudlnym napisem "Aleksander Ekker". Uśmiechnąłem się od ucha do ucha i uniosłem wzrok by napotkać przenikający niemal błękit oczu chłopaka.
- To cześć, do jutra! - pożegnałem się i odwróciłem odchodząc, lub co jakiś czas przeskakując z nogi na nogę. - Przyjdziesz jutro? - spytałem gdy zorientowałem się, że przecież on nie miał zajęć dodatkowych w bibliotece, a jego kara była jednodniowa.
Odpowiedziało mi głośne trzaśnięcie drzwiami, więc nie próbując się do niego dobić wróciłem do swojego pokoju...

***

Po przyjęciu leków przez długie godziny wałkowałem się na łóżku, szukając odpowiedniego sposobu na zaśnięcie.
Gdy jednak doszło do mnie, że mam zbyt wiele energii by spokojnie zasnąć, podniosłem się z łóżka i podchodząc do szafy wyciągnąłem z niej szare dresy i luźną czarną bluzę zakładaną przez głowę. Wyszedłem z pokoju i ruszyłem w stronę ogrodu, gdzie mogłem się spokojnie wybiegać. Ku mojemu zaskoczeniu przy bieżni dostrzegłem jeszcze jedną postać. Oparty o siatkę chłopak... Tylko jeden mógł mieć taki wzrost.
- Olek? Znaczy nie... E.... Przepraszam - mruknąłem drapiąc się po włosach. - Co Ty tu robisz? - dodałem nie mogąc dostrzec wyrazu jego twarzy.
- Mógłbym Cię spytać o to samo - odparł wymijająco.
- Ja przyszedłem tylko pobiegać. Ścigamy się? - spytałem.
Może i biegałem od wielu, wielu lat ale patrząc na warunki moje i Olka miałem marne szanse...

Aleksander?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz