Wydawał się być w tym momencie bardzo poważny. Nie chcę mu nic mówić. I tak by pewnie nie zrozumiał...
- Tak wyszło. Przepraszam, że zwracałam ci głowę. - mruknęłam, wzruszając ramionami. Jednak widząc jego podejrzliwy wzrok, zmuszona byłam wymyśleć coś więcej.
- A dokładniej? - zmierzył mnie wzrokiem. Czy on nie może po prostu odpuścić?
- Słuchaj. Każdy ma jakieś sekrety, których nie chce ujawniać. Jestem jedną z tych osób. Więc nie pytaj. Po prostu musiałam. - odparłam najspokojniej jak potrafiłam, dodatkowo podkreślając każde słowo.
- To nie jest jakiś mały sekret. Po twoim zachowaniu stwierdzam, że to coś więcej. Powiedz o co chodzi. - rozkazał. A ja w dalszym ciągu nie miałam ochoty zwierzać się z problemów. W tedy nad głową zapaliła mi się żółta lampka.
- Powiem ci... - urwałam widząc, że czekał aż to powiem. - Jeśli ty powiesz mi o sobie. - uśmiechnęłam się wrednie.
- Z jakiej racji ja mam o sobie mówić? To ty jesteś niezdecydowana jak kobieta podczas okresu.
- Może dla tego, że jestem kobietą?! - spytałam z wyrzucając ręce powietrze. Co to, jakieś przesłuchanie? Mam prawo się tak zachowywać! - Poza tym ty też zachowujesz się jak kobieta w ciąży. Pamiętasz? Najpierw byłeś normalny, a potem jakby cię coś ugryzło. Ty mi powiesz o co chodzi, to i ja ci powiem. - skrzyżowałam ręce i odwróciłam się do niego tyłem.
- Nie mam zamiaru. - usłyszałam jego cichy głos. - Albo mi powiesz.. - zaczął, jednak mu przerwałam.
- Nie będę ci się zwierzać. A jeśli masz zamiar dalej o to pytać, to możesz już iść. Chcę być sama! - Wykrzyczałam ostatnie słowo. Zanim zdążył o czymkolwiek pomyśleć, wyszłam, zatrzaskując za sobą drzwi. On i tak by nie wyszedł, więc ja to zrobię. To było trochę głupie z mojej strony, zostawiając go samego w moim pokoju, ale nie miałam ochoty się z nim użerać, więc po prostu się stamtąd ulotniłam. Nie byłoby końca świata, gdybym mu powiedziała, ale zapewne wykorzystał by to. Kolejny raz przechodzić takie coś? Nie, dzięki!
Ruszyłam w stronę jakiegoś pubu, mają tam, o dziwo, bardzo dobre, pomarańczowe drinki. Nie piję alkoholu... Ale to jest na prawdę dobre, a poza tym, tego alkoholu jest na prawdę niewiele. W ogóle go nie czuć.
Przeszłam przez ulicę, potem parę mniejszych uliczek, aż doszłam do owego miejsca. Weszłam, nawet nie rozglądając się. Basy dochodzące z głośników były głośne,rozchodziły się po całym pomieszczeniu. Muzyka, oraz kilku tańczących na parkiecie ludzi nie interesowała się niczym. Po prostu robili to, co chcieli... Cały budynek był bordowy, tak jak środek. Czarne i fioletowe elementy, jak np. Podłoga i paski na ścianach, były bardzo dopasowane. Usiadłam tuż obok barmana i zamówiłam napój. Wzięłam pierwszy łyk i wysłuchałam się w piosenkę, która właśnie leciała. Ten klimat mi się podobał.
<Daniel? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz