Odwiozłem Kayline, która pobiegła do parku. Nie ruszyłam za nią, bo po co? Może i jestem bardzo ciekawski, a do tego nieco chamski, ale ja sam bym nie chciał, aby ktoś dowiedział się o tym, czego nie powinien. Ja się tego dowiem w inny sposób, sama mi powie.
Odłożyłem motor na miejsce i ponownie go przykryłem płachtą. Stał w cieniu, więc wątpię, aby ktoś go zobaczył. Po za tym nie jestem na tyle głupi, żeby zostawiać kluczyki w stacyjce. aby nie marnować swojej energii przemieściłem się do budynku w ciągu dwóch sekund, jeśli nie jednej. Stanąłem przed jej drzwiami. Dopiero teraz się skapnąłem, że nasze pokoju leżą na przeciw siebie. Długo nie myślałem nad tym, tylko w postaci cienia przeszedłem pod malutką szparą pod drzwiami i wślizgnąłem się do jej pokoju. Z chęcią bym wszedł normalnie, ale Kayline zamknęłam drzwi na klucz. Usiadłem sobie na kanapie, położyłem nogi na stół i odpoczywałem. Po paru minutach zrobiłem sobie herbatę i wróciłem do poprzedniej pozycji na kanapie. Odchyliłam głowę do tyłu, rozkoszując się ciszą, gdy nagle usłyszałem charakterystyczny dźwięk wkładania i przekręcania klucza w zamku. Deska się otworzyła, a w progu pojawiła się białowłosa. Wyglądała na jakąś przygnębioną, ale gdy mnie zobaczyła, jej aura przybrała fioletowego koloru na parę sekund, co oznaczało, że się mnie nie spodziewała, a do tego poczuła strach na chwilę. Potem jednak strach zmienił się w zdezorientowanie. Zamknęła za sobą drzwi.
- Co ty tu robisz? - zapytała zdziwiona zdejmując buty i wchodząc do pomieszczenia,w którym się obecnie znajdowałem.
- Dzień zapłaty nadszedł dziewczynko - powiedziałem niczym aktor jakiegoś dramatu i się chwilę zaśmiałem. - A tak na serio, to pije sobie herbatkę - aby jej to udowodnić, podniosłem szklankę w dłoni i popiłem trochę cieczy, specjalnie siorbiąc.
- Em... A nie możesz u siebie? - powiedziała dalej nieco zdziwiona, ale w jej tonie mogłem usłyszeć sarkazm. Pokręciłem przecząco głową nie zajmując sobie głowy nad wymyśleniem odpowiedzi.
- Dlaczego tak szybko chciałaś wracać? - zapytałam. Kayline zmarszczyła brwi i usiadła na krześle.
- Nie powinno cię to obchodzić - przewróciłem oczami.
- Ale niestety obchodzi - mruknąłem. - Najpierw mi marudzisz, abym cię zawiózł, a gdy to już zrobiłem, zaczynasz się na mnie drzeć, żebym cię odwiózł. To nie jest normalne i chcę znać powód - powiedziałem poważnie. Otworzyłem oczy, zdjąłem nogi ze stołu i normalnie usiadłem na kanapie, czekając na jej odpowiedź. Niech nie myśli, ze ja tak łatwo jej odpuszczę.
<Kayline?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz